Tim Flannery
3,128,674 views • 14:00

Ale ich dużo. To wodorosty. To dość skromne rośliny. Ale mają pewne niezwykłe cechy. Po pierwsze, bardzo szybko rosną. Więc węgiel będący częścią tego wodorostu, zaledwie kilka tygodni temu unosił się w atmosferze jako CO2, powodując negatywne skutki zmian klimatu. W tej chwili dwutlenek węgla jest bezpiecznie uwięziony w wodorostach, ale kiedy wodorosty zgniją, a sądząc po zapachu, będzie to niebawem, po zepsuciu uwolnią CO2 z powrotem do atmosfery. Czy nie byłoby świetnie, gdybyśmy znaleźli sposób długoterminowego przechowywania CO2, jednocześnie przyczyniając się do rozwiązywania problemu zmian klimatu? Mówię o zmniejszeniu ilości gazów cieplarnianych. Jest to druga połowa wyzwania klimatycznego. Ponieważ zwlekaliśmy tak długo z przeciwdziałaniem zmianom klimatu, teraz musimy robić dwie bardzo duże i trudne rzeczy naraz. Musimy ograniczyć emisję i uporządkować dostawy energii, jednocześnie pochłaniając znaczące ilości dwutlenku węgla z atmosfery. Jeśli tego nie zrobimy, około 25 procent umieszczonego w powietrzu CO2 pozostanie tam, z naszej perspektywy, na zawsze. Więc musimy działać. To nowy etap w walce z kryzysem klimatycznym i wymaga innego rodzaju podejścia. Pomysły, takie jak kompensacja emisji CO2, w obecnych czasach naprawdę nie mają sensu. Kiedy coś równoważysz, pozwalasz sobie na wprowadzenie gazu cieplarnianego do atmosfery i rekompensujesz to później przez pobranie. Kiedy musisz jednocześnie zmniejszyć emisję i pobierać CO2, takie myślenie nie ma już sensu. A kiedy mówimy o pochłanianiu, mówimy o wyłączaniu dużych ilości gazów cieplarnianych, zwłaszcza CO2, z obiegu. Aby to zrobić, musimy oszacować koszt dwutlenku węgla. Cena tego rodzaju usługi musi być korzystna, usługi, na której wszyscy zyskamy. Jak dotąd prawie nie poczyniliśmy postępów z drugą połową wyzwania klimatycznego. Nie jest to na celowniku większości ludzi. Czasami słyszę ludzi mówiących: straciłem nadzieję, że coś zmienimy w sprawie kryzysu klimatycznego. Też nie przespałem przez to wielu nocy. Jestem tu dzisiaj jako ambasador tych skromnych chwastów - wodorostów. Myślę, że mają potencjał do odegrania dużej roli w walce ze zmianami klimatu i w naszej przyszłości. Według naukowców mamy tylko 80 lat, to znaczy do końca tego wieku, aby ograniczyć emisję gazów cieplarnianych o 3 procent każdego roku i wydobyć corocznie z atmosfery 3 gigatony CO2. Te liczby są tak duże, że zbijają nas z tropu. Ale naukowcy mówią, że musimy to zrobić. Naprawdę nie lubię pokazywać tego wykresu, ale przepraszam, muszę to zrobić. Jest bardzo wymowny, gdy opowiadam historię mojej osobistej porażki we wspieraniu pracy nad zmianami klimatu i naszej wspólnej porażki w zajmowaniu się tym problemem. Można na nim zobaczyć zależność między ociepleniem klimatu a stężeniem gazów cieplarnianych. Można zobaczyć wszystkie wspaniałe oświadczenia naukowe, wskazujące na zagrożenia zmian klimatu. Można na nim zobaczyć spotkania polityczne. Nic nie zmieniło tej trajektorii. Dlatego musimy zmienić nasze myślenie, potrzebujemy nowego podejścia. Jak więc możemy redukować gazy cieplarniane na dużą skalę? Są tylko dwa sposoby, aby to zrobić i osobiście mocno zagłębiłem się w ten temat. Myślę, że w ostatecznym rozrachunku nie przeszkadzałby nam zapach wodorostów . Jest to jedna z najlepszych opcji, ale istnieje wiele innych możliwości. Istnieją ścieżki chemiczne i ścieżki biologiczne. Jedyne dwa sposoby, aby to zrobić. Ścieżki biologiczne są fantastyczne, ponieważ źródło energii potrzebne do ich funkcjonowania, słońce, jest darmowe. Używamy słońca do procesu fotosyntezy w roślinach, do rozpadu CO2 i wychwycenia węgla. Istnieją również ścieżki chemiczne. Nie są aż tak złowieszcze na jakie wyglądają. Problemem jest koszt energii potrzebnej do wychwycenia węgla i koszt zaopatrzenia w energię. Bezpośrednie wychwycenie CO2 to dobry przykład ścieżki chemicznej, i jest to już praktykowane przy wytwarzaniu biopaliw lub tworzyw sztucznych. Poczyniono wielkie postępy, ale minie wiele dekad, zanim metody chemiczne pochłoną gigatonę CO2 rocznie. Myślę, że metody biologiczne budzą większą nadzieję w najbliższym czasie. Prawdopodobnie słyszeliście o zalesianiu, sadzeniu drzew, jako rozwiązaniu problemu zmian klimatu. To dobre pytanie: Czy możemy wybrnąć z tego problemu, sadząc drzewa? Jestem do tego sceptycznie nastawiony z wielu powodów. Jednym z nich jest skala problemu. Wszystkie drzewa powstają z maleńkich nasion i musi minąć wiele dziesięcioleci, aby osiągnęły pełen potencjał pochłaniania CO2. Po drugie, powierzchnia ziemi jest mocno użytkowana. Pozyskujemy z niej nasz pokarm, otrzymujemy nasze produkty leśne, ochronę różnorodności biologicznej, wodę i wszystko inne. Znalezienie terenu, by zaradzić jeszcze temu problemowi, będzie dość trudne. Ale jeśli zwrócimy nasze oczy ku wodzie, dostrzeżemy rozwiązanie w istniejącej branży, gdzie jest łatwiejsze rozwiązanie. Oceany pokrywają około 70 procent naszej planety. Odgrywają naprawdę ważną rolę w regulowaniu naszego klimatu, a jeśli zwiększymy w nich wzrost wodorostów, możemy wykorzystać je do wzrostu roślin zmieniających klimat. Istnieje bardzo wiele genetycznie różnorodnych wodorostów. Są to rośliny bardzo stare, były jednymi z pierwszych organizmów wielokomórkowych. Ludzie używają teraz specjalnych rodzajów wodorostów do szczególnych celów, jak opracowywanie wysokiej jakości produktów farmaceutycznych. Można też użyć wodorostów do kąpieli, co jest prawdopodobnie dobre dla skóry. Nie potwierdzę tego, ale możecie spróbować. Skalowalność jest najważniejszą sprawą w hodowli wodorostów. Jeśli pokryjemy 9 procent oceanów świata farmami wodorostów, będziemy mogli zredukować ekwiwalent wszystkich gazów cieplarnianych rokrocznie uwalnianych do atmosfery, czyli ponad 50 gigaton. Kiedy pierwszy raz o tym przeczytałem, byłem urzeczony. Pomyślałem, że obliczę, ile miejsca zajmie 9 procent oceanów. Obszar odpowiada wielkości czterech i pół Australii, mojego domu. A jak to wygląda w chwili obecnej? Ile morskich farm wodorostów faktycznie tam mamy? Zero. Mamy pewne prototypy, co jest naszą nadzieją. Ten mały szkic farmy wodorostów, będącej obecnie w budowie, obrazuje ciekawe fakty na temat wodorostów. Możecie zobaczyć wodorosty rosnące na konstrukcji na 25 metrach głębokości. Różni się to od wszystkiego, co jest na lądzie. Wodorosty nie są jak drzewa, nie posiadają nieproduktywnych części, jak korzenie i pnie, czy gałęzie i kora. Fotosynteza zachodzi w niemal całej roślinie, dlatego szybko rośnie. Wodorosty mogą rosnąć nawet metr dziennie. A w jaki sposób pochłaniamy węgiel? Nie tak jak na lądzie. Wszystko, co trzeba zrobić, to odciąć wodorosty, aby podryfowały w otchłań oceanu. Gdy spadną kilometr w dół, węgiel skumulowany w wodorostach zostanie skutecznie usunięty z obiegu na wieki lub tysiąclecia. Jeśli posadzimy las, musimy martwić się o pożary lub szkodniki uwalniające CO2 do atmosfery. Kluczowym elementem farmy jest ta mała rurka schodząca w głąb. Środkowa warstwa oceanu jest w zasadzie rozległą pustynią biologiczną. Nie ma tam żadnych składników odżywczych. Ale zaledwie 500 metrów niżej jest chłodna, bardzo bogata w składniki odżywcze woda. Przy odrobinie czystej, odnawialnej energii, można wypompować tę wodę i użyć zawartych w niej składników do nawadniania upraw wodorostów. To może przynieść wiele korzyści. To zmiana biologicznej pustyni, środkowego oceanu, w produktywne, może nawet ratujące naszą planetę rozwiązanie. Co może pójść nie tak? Cóż, wszystko o tak ogromnej skali wymaga ogólno-światowej interwencji. Musimy być bardzo ostrożni. Myślę, że stosy śmierdzących wodorostów będą najmniejszym z naszych problemów. Nie unikniemy innych nieprzewidzianych skutków. Jednym z nich, który naprawdę mnie martwi, jest los różnorodności biologicznej w głębokim oceanie. Jeśli wkładamy gigatony wodorostów do głębokiego oceanu, wpływamy na życie tam w dole. Dobra wiadomość jest taka, że wiele wodorostów i tak dociera do głębokiego oceanu, po burzach lub przez podwodne kaniony. Nie mówimy tutaj o nowym procesie. Mówimy o usprawnieniu naturalnego procesu. Będziemy się uczyć w trakcie. Być może te morskie farmy wodorostów będą musiały być mobilne, aby rozprowadzać wodorosty na rozległych obszarach oceanu, zamiast tworzenia dużego śmierdzącego stosu w jednym miejscu. Może będziemy musieli zwęglić wodorosty, aby stworzyć coś w rodzaju obojętnego mineralnego biowęgla, zanim wyślemy je na dno oceanu. Tego się nie dowiemy, dopóki nie zaczniemy działać i będziemy uczyć się poprzez działanie. Chcę wam pokazać współczesną farmę wodorostów. To duży biznes, sektor warty sześć miliardów dolarów rocznie. Farmy u wybrzeży Korei Południowej można zobaczyć z kosmosu, są ogromne. Coraz częściej są to nie tylko farmy wodorostów. To tak zwana permakultura oceaniczna. W permakulturze oceanicznej razem hodowane są ryby, skorupiaki i wodorosty. Funkcjonuje to dobrze dlatego, że wodorosty zmniejszają kwasowość wody. Zapewniają idealne środowisko do uprawy białka morskiego. Tworząc permakulturę oceaniczną na powierzchni dziewięciu procent oceanów, wyhodowalibyśmy wystarczającą ilość białka w postaci ryb i skorupiaków, aby każdemu z 10 miliardów ludzi dać po 200 kilogramów wysokiej jakości białka rocznie. Takie rozwiązanie stwarza wiele możliwości. Możemy walczyć ze zmianami klimatu, wyżywić świat, odkwasić oceany. Ekonomiczne aspekty takiego wyzwania będą trudne. Będziemy inwestować wiele miliardów dolarów w takie rozwiązania, a osiągnięcie wyniku w gigatonach zajmie dekady. Jestem przekonany, że tak będzie, bo dopóki nie pozbędziemy się tego gazu z powietrza, będziemy mieć do czynienia z konsekwencjami zmian klimatu. Nasze miasta będą zalewane, zostaniemy pozbawieni pokarmu, spowoduje to wszelkiego rodzaju niepokoje społeczne. Więc każdy, kto ma pomysł na rozwiązania tego problemu, ma cenny atut. I jak już wyjaśniłem, permakultura oceaniczna będzie zrównoważona ekonomicznie. W ciągu następnych 30 lat musimy zmienić się z gospodarki emitującej dwutlenek węgla, na gospodarkę pochłaniającą węgiel. To niewiele czasu. Połowa gazów cieplarnianych została wprowadzona do atmosfery w ciągu ostatnich 30 lat. Skoro wprowadziliśmy do atmosfery te gazy przez ostatnie 30 lat, możemy je zredukować w takim samym czasie. Jeśli w to wątpicie, po prostu cofnijcie się do 1919 roku, porównajcie go z 1950 rokiem. W 1919 roku w Edynburgu były dwupłatowce z płótna i drewna. Trzydzieści lat później samoloty odrzutowe. Transport uliczny w 1919 roku był konny. W 1950 roku odbywał się pojazdami silnikowymi. W 1919 roku mieliśmy proch. W 1950 roku mieliśmy energię jądrową. Możemy zrobić wiele w krótkim czasie. Ale wszystko zależy od tego, czy uwierzymy w znalezienie rozwiązania. Teraz chciałbym zjednoczyć wszystkich ludzi posiadających wiedzę w tym zakresie. Inżynierów, którzy wiedzą, jak budować konstrukcje na morzu, hodowców wodorostów, finansistów, organy rządowe, ludzi, którzy rozumieją, co trzeba zrobić i wytyczą drogę. Jak zmienimy warte 6 miliardów dolarów rocznie, morskie farmy wodorostów, w nową formę przemysłu, która ma tak duży potencjał, ale będzie wymagała dużych inwestycji? Nie jestem bukmacherem. Ale gdybym był, wydałbym moje pieniądze na wodorosty. To są moi bohaterowie. Dziękuję. (Brawa)