Anne Lamott
4,862,115 views • 15:55

Mój siedmioletni wnuk ma pokój obok mnie. Często rano mówi po przebudzeniu, że to może być najlepszy dzień jego życia. Bywa też, że w środku nocy woła drżącym głosem: "Babciu, czy ty kiedyś zachorujesz i umrzesz?".

Myślę, że to sporo mówi o mnie i większości ludzi, których znam. Jesteśmy mieszanką radosnego oczekiwania i strachu. Na kilka dni przed 61 urodzinami, postanowiłam spisać listę rzeczy, których jestem pewna. Kultura masowa zawiera tak mało prawdy, więc dobrze mieć pewność co do kilku spraw.

Na przykład, że nie mam już 47 lat, chociaż tak się czuję i lubię w ten sposób o sobie myśleć. Mój przyjaciel Paul mawiał grubo po siedemdziesiątce, że czuje się jak młody człowiek, z którym coś jest poważnie nie tak.

(Śmiech)

Nasze prawdziwe ja istnieje poza czasem i przestrzenią, ale patrząc w papiery, widzę, że urodziłam się w 1954 roku. Moje wewnętrzne ja istnieje poza czasem i przestrzenią. Nie posiada wieku. Mamy tyle lat, na ile się czujemy, choć tak na marginesie muszę powiedzieć, że lepiej by było, gdybym nie przestrzegała zasad pielęgnacji skóry z lat 60., która polegała na jak najczęstszym przebywaniu na słońcu po uprzednim wysmarowaniu się oliwką i wygrzewaniu się w blasku światła odbitego od osłony z folii aluminiowej.

(Śmiech)

Spojrzenie prawdzie w oczy, że nie jestem już w średnim wieku, było takie wyzwalające, że postanowiłam spisać wszystkie prawdy, które znam. W dzisiejszych czasach ludzie czują się przytłoczeni i skazani na klęskę i wciąż pytają mnie, co jest prawdą. Mam nadzieję, że moja lista rzeczy, których jestem prawie pewna, będzie rodzajem instrukcji dla wszystkich, którzy czują się przytłoczeni lub nękani kłopotami.

Po pierwsze, najważniejszą i najprawdziwszą rzeczą jest to, że każda prawda jest paradoksem. Życie jest jednocześnie cennym, niewyobrażalnie pięknym darem, ale niemożliwym do zrealizowania tutaj ze względu na naszą cielesność. To fatalne połączenie dla wyjątkowo wrażliwych osób. Życie jest tak trudne i dziwaczne, że czasami zastanawiamy się, czy ktoś nas nie robi w konia. Przynosi ze sobą jednocześnie rozdzierającą serce słodycz i piękno, rozpaczliwą biedę, powodzie, dzieci, trądzik, Mozarta, wszystko wymieszane razem. To nie jest najlepszy system.

(Śmiech)

Po drugie, prawie wszystko zacznie znów działać, po chwilowym odłączeniu od prądu...

(Śmiech)

(Brawa)

Wy też.

Po trzecie, prawie nic z zewnątrz nie pomoże wam na dłużej. Chyba, że czekacie na przeszczep. Nie można kupić, zdobyć czy umówić się z wewnętrzną równowagą i spokojem ducha. To najokropniejsza prawda i nie znoszę jej, ale to kwestia pracy nad sobą. Nie możemy zapewnić spokoju czy trwałej poprawy ludziom, których kochamy najbardziej na świecie. Muszą dojść do tego sami, znaleźć własne ścieżki. Nie można biec obok dorosłych dzieci z kremem na słońce i pomadką do ust, gdy wstępują na własną drogę prób. Trzeba je zostawić. Tak okażemy im szacunek. A na problemy innej osoby prawdopodobnie i tak nie macie rozwiązania.

(Śmiech)

Nasza pomoc zwykle nie pomaga. Często jest toksyczna. Pomoc to przykrywka dla kontroli. Przestańcie tyle pomagać. Nie uraczajcie wszystkich swoją pomocą i dobrocią.

(Śmiech)

(Brawa)

Po czwarte, wszyscy są popaprani, zranieni, zależni emocjonalnie i niepewni, nawet ci, którzy wydają się zupełnie normalni. Są bardziej podobni do was niż to sobie wyobrażacie. Nie porównujcie swojego wnętrza do tego, co widzicie u innych na zewnątrz. To tylko pogorszy wasz stan.

(Śmiech)

Nie można też nikogo uratować ani uleczyć, ani sprawić, żeby przestał pić. Ja przestałam brać i pić 30 lat temu dzięki mojemu fatalnemu zachowaniu i myśleniu. Poprosiłam o pomoc trzeźwych przyjaciół i oddałam się sile wyższej. Angielskie słowo GOD, czyli Bóg, można rozwinąć jako "dar rozpaczy", "gift of desperation". Jak to ujął mój trzeźwy przyjaciel, pod koniec staczałam się tak szybko, że nie nadążałam z obniżaniem standardów.

(Śmiech)

W moim przypadku Bóg mógł oznaczać koniec moich dobrych pomysłów.

Ponieważ nie można nikogo uratować ani uleczyć, niezwykle ważna jest troska o siebie, dzięki której będziecie promieniować, będziecie podmuchem świeżego powietrza. To wielki dar dla świata. Jeśli ktoś zareaguje, mówiąc, że jesteście zapatrzeni w siebie, uśmiechnijcie się tajemniczo jak Mona Lisa i zróbcie sobie filiżankę dobrej herbaty. Okazywanie ciepła swojemu głupkowatemu, egocentrycznemu, zrzędliwemu, nieznośnemu ja jest kluczem do wszystkiego. Od tego zaczyna się pokój na świecie.

Po piąte, czekolada z 75% kakao nie nadaje się do jedzenia.

(Śmiech)

Może służyć jako przynęta na węże albo podstawka pod krótszą nogę krzesła, ale nigdy nie miała być jadalna.

Po szóste...

(Śmiech)

pisanie. Każdy znany pisarz najpierw tworzy okropną pierwszą wersję, ale nie podnosi od razu tyłka z krzesła. Na tym polega sekret życia. To prawdopodobnie główna różnica między wami a nimi. Oni po prostu to robią. Tak się wcześniej ze sobą umówili. To dla nich dług honorowy. Opowiadają historie, które wychodzą z nich pojedynczo, po trochu. Kiedy mój starszy brat był w czwartej klasie, miał następnego dnia oddać pracę semestralną o ptakach, a nawet nie zaczął. Tata usiadł przy nim z albumem ornitologicznym, papierem, ołówkami i pinezkami, niektórzy z was, ci mniej młodzi, pamiętają je, i powiedział mu: "Opracuj to ptak po ptaku. Przeczytaj o pelikanach, a potem napisz o nich swoimi słowami. Przeczytaj o sikorach i opowiedz o nich swoimi słowami. Potem o gęsiach".

Dwie najważniejsze rzeczy w pisaniu to: po jednym ptaku i fatalne pierwsze wersje. Jeśli nie wiecie, jak zacząć, pamiętajcie, że wszystko, co się wam przydarzyło, należy do was i musicie to opowiedzieć. Gdyby ludzie chcieli, żebyście lepiej o nich pisali, powinni się lepiej zachowywać.

(Śmiech)

(Brawa)

Będziecie czuć się okropnie, jeśli któregoś dnia obudzicie się ze świadomością, że nie napisaliście rzeczy, które kołaczą do drzwi waszego serca, historii, wspomnień, wizji, piosenek... waszej prawdy, waszej wersji... własnymi słowami. To wszystko, co musicie nam zaoferować, po to się urodziliście.

Po siódme, po wydaniu książki i chwilowym sukcesie twórczym trzeba się otrząsnąć. To śmierć dla połowy pisarzy. To wam zaszkodzi i zmieni was w niewyobrażalny sposób. Najbardziej podli i nikczemni ludzie, jakich znałam, to mężczyźni, którzy napisali wielkie bestsellery. A jednak, wracając do punktu pierwszego, że każda prawda jest paradoksem, to cud, że można wydać książkę, że inni czytają i słuchają waszych historii. Spróbujcie otrząsnąć się z fantazji, że wydanie książki was uleczy, że wypełni wewnętrzną pustkę wielką jak dziury w serze szwajcarskim. Nie może tego zrobić i nie zrobi. Ale pisanie - tak. Tak jak śpiewanie w chórze czy kapeli. Tak jak tworzenie murali czy obserwowanie ptaków, albo adoptowanie starych psów, które inaczej nie znalazłyby domu.

Osiem: rodzina. Rodzina to trudna sprawa, mimo że może też być niezwykle cenna i zadziwiająca. Patrz punkt pierwszy.

(Śmiech)

Na rodzinnych spotkaniach, gdy nagle macie ochotę zabić kogoś lub siebie...

(Śmiech)

pamiętajcie, że mimo wszystko to cud, że każdy z nas został poczęty i urodził się. Ziemia to szkoła przebaczenia. Trzeba najpierw wybaczyć sobie, a potem można przejść do współbiesiadników. W ten sposób wykonamy tę robotę w wygodnym ubraniu.

(Śmiech)

Kiedy William Blake powiedział, że jesteśmy na tym świecie, żeby nauczyć się znosić żar miłości, miał też na myśli rodzinę, nawet jeśli chcecie uciekać z krzykiem, żeby ocalić swoje kochane małe życie. Obiecuję wam, że dacie radę. Uda się, Kopciuszku, uda, będziesz zdumiony rezultatem.

Dziewięć: jedzenie. Postarajcie się trochę bardziej. Wiecie, o co mi chodzi.

(Śmiech)

Dziesięć...

(Śmiech)

łaska. Łaska to duchowe WD-40 albo rękawki do pływania. Tajemnica łaski polega na tym, że Bóg kocha Kissingera i Putina, i mnie dokładnie tak samo jak waszego nowonarodzonego wnuka. I bądź tu mądry.

(Śmiech)

Łaska może nas zmienić, uleczyć i uleczyć nasz świat. Żeby dostąpić łaski, proś o pomoc i zapnij pasy. Łaska znajdzie cię tam, gdzie jesteś, ale nie zostawi cię tam, gdzie byłeś. Łaska nie wygląda jak Casper Przyjazny Duszek, niestety. Ale zadzwoni telefon albo przyjdzie poczta i na przekór wszystkiemu znowu zaczniecie się śmiać z siebie. Śmiech to naprawdę świętość z bąbelkami. Pozwala nam na nowo oddychać, przywraca nas sobie i daje wiarę w życie i innych. Pamiętajcie - łaska ma zawsze ostatnie słowo.

Jedenaście: Bóg to po prostu dobro. Nic strasznego. To opatrzność albo kochająca siła ożywcza, albo, jak dowiedzieliśmy się z doskonałej "Deterioraty", "kosmiczna muffinka". Dobre imię dla Boga to "Nie ja". Emerson powiedział, że na Ziemi najszczęśliwszym jest ten, kto uczy się religii od natury. Wyjdźmy na dwór i spójrzmy w górę. Mój pastor mówił, że pszczoły można uwięzić w słoiku bez pokrywki, bo nie patrzą w górę, tylko chodzą zawzięcie w kółko wpadając na szklane ścianki. Wyjdźcie na dwór. Spójrzcie w górę. To sekret życia.

I na koniec: śmierć. Dwunastka. Ojej. To bardzo trudne, kiedy umiera osoba, bez której nie możemy żyć. Nigdy się z tym nie pogodzicie i niezależnie od kultury nie powinniście. My, chrześcijanie, uważamy śmierć tylko za przeprowadzkę, ale tak czy inaczej zmarła osoba będzie żyła w pełni w waszym sercu, jeśli nie zamkniecie do niego dostępu. Leonard Cohen powiedział, że we wszystkim są pęknięcia. Dzięki nim do środka dostaje się światło. Dzięki nim też czujemy, że drogie nam osoby znów żyją.

Rozśmieszą was w najbardziej nieodpowiednim momencie i to fantastyczne. Ich brak będzie też dla was koszmarem tęsknoty przez całe życie. Żal, przyjaciele, czas i łzy uleczą was do pewnego stopnia. Łzy wykąpią, ochrzczą i nawilżą was i ziemię, po której chodzicie.

Wiecie, co najpierw Bóg powiedział Mojżeszowi? "Zdejmij buty". To święta ziemia, choć może wydawać się inaczej. Trudno w to uwierzyć, ale to najprawdziwsza rzecz, jaką wiem. Kiedy jest się trochę starszym, jak moja skromna osoba, człowiek uświadamia sobie, że śmierć jest równie święta jak narodziny. Nie martwcie się - żyjcie dalej. Prawie zawsze śmierć przychodzi łatwo i łagodnie. Najlepsze osoby będą wam towarzyszyć tak długo, jak to konieczne. Nie będziecie sami. Pomogą wam przejść do miejsca, które nas czeka. Jak powiedział Ram Dass: "Kiedy wszystko zostało powiedziane i zrobione, po prostu odprowadzamy się do domu".

To chyba wszystko, ale jeśli przypomni mi się coś jeszcze, dam wam znać.

Dziękuję.

(Brawa)

Dziękuję.

(Brawa)

Byłam zaskoczona zaproszeniem, bo technologia czy rozrywka, czy projektowanie to nie moja domena. Moja domena to poniekąd wiara i pisanie, wspólne podążanie naprzód chwiejnym krokiem. Byłam zaskoczona, ale poproszono mnie o wystąpienie i zgodziłam się.

(Nagranie) Jeśli nie wiecie, od czego zacząć, pamiętajcie, że wszystko, co się wam przydarzyło, należy do was i musicie to opowiedzieć.

Anne Lamott: Dziś ludzie w Ameryce boją się i czują się skazani na porażkę. Chcę tylko pomóc im spojrzeć na to z przymrużeniem oka i pokazać, że nie wszystko jest problemem. Jeśli się coś zrobi, naprawdę zdrowego, ciepłego czy serdecznego, przełoży się to na ciepłe i serdeczne uczucia.