1,539,687 views • 21:28

To prawdziwy zaszczyt. Wspaniale jest być tu razem z organizacją, która naprawdę zmienia świat. I jestem niezmiernie wdzięczna, że mam możliwość mówić dziś do was.

A także jestem nieco zaskoczona, ponieważ kiedy patrzę wstecz na swe życie, to pisanie o religii czy cokolwiek wspólnego z religią, było ostatnią rzeczą jakiej bym pragnęła. Opuszczając zakon, szczerze mówiąc, skończyłam z religią. Myślałam, że to koniec. I przez 13 lat trzymałam się z dala. Chciałam być profesorem literatury angielskiej. I nawet nieszczególnie chciałam zostać pisarką. Ale właśnie wtedy doznałam serii katastrof zawodowych, jedną po drugiej, i na koniec znalazłam się w telewizji. (Śmiech) Jak powiedziałam to Billowi Moyers'owi, powiedział: „Och, bierzemy kogo popadnie” (Śmiech)

Zrobiłam parę dość kontrowersyjnych programów religijnych. W UK, gdzie religia jest wyjątkowo niepopularna, zostały przyjęte bardzo dobrze. Tak więc ten jeden raz, jedyny raz w życiu, w końcu znalazłam się w głównym nurcie. Ale zostałam wysłana do Jeruzalem, żeby zrobić film o początkach chrześcijaństwa. I tam, po raz pierwszy zetknęłam się z innymi tradycjami religijnymi: judaizmem i islamem, siostrzanymi religiami chrześcijaństwa. Chociaż odkryłam, że zupełnie nic nie wiem o tych wiarach, mimo swej głęboko religijnej przeszłości. Postrzegałam judaizm jako swego rodzaju preludium do chrześcijaństwa, a o islamie nie wiedziałam zupełnie nic.

Ale w tym mieście, w tym umęczonym mieście, gdzie widać te trzy wiary niespokojnie rywalizujące ze sobą, stajesz się również świadom głębokich powiązań między nimi. Właśnie badanie innych tradycji religijnych przywróciło mi poczucie tego czym może być religia, a właściwie umożliwiło mi spojrzenie na mą własną wiarę w innym świetle.

W trakcie swych badań odkryłam parę zdumiewających rzeczy, na które wcześniej nie wpadłam. Szczerze mówiąc, w okresie kiedy myślałam, że z religią już koniec, wszystko z nią związane wydawało mi się zupełnie niewiarygodne. Te doktryny zdawały się nie do udowodnienia, zbyt abstrakcyjne. Kiedy poważnie zaczęłam studiować inne religie, ku mojemu zdumieniu, zaczęłam sobie uświadamiać, że wiara — o którą jest dzisiaj tyle zamieszania — dopiero od bardzo niedawna wzbudza taki religijny zapał, który pojawił się jedynie na zachodzie, mniej więcej w XVII wieku. Słowo „wiara” pierwotnie znaczyło kochać, cenić, szanować. W XVII wieku, znaczenie zawęziło się, z powodów, które zgłębiam w książce, nad którą obecnie pracuję, w tym do znaczenia — intelektualna zgoda na zbiór twierdzeń; kredo: „Wierzę” — nie oznaczało - „Przyjmuję pewne wyznaniowe dogmaty wiary”. Znaczyło: „Zobowiązuję się. Angażuję się.” Co więcej, niektóre światowe tradycje religijne mają złe zdanie na temat religijnej ortodoksji. W Koranie opinia religijna — ortodoksja religijna — jest odrzucona jako "zanna": leniwe spekulacje na temat kwestii, co do których tak czy inaczej nie można mieć żadnej pewności, ale które czynią ludzi kłótliwymi i głupio sekciarskimi. (Śmiech)

Zatem jeśli w religii nie chodzi o wiarę, to o co chodzi? Odkryłam, że bez wyjątków, w religii chodzi o zmianę zachowania. Zamiast decydować czy wierzysz czy nie wierzysz w Boga, najpierw robisz coś. Zachowujesz się w zdeklarowany sposób, i wtedy zaczynasz rozumieć prawdy religii. Doktryny religijne miały być wezwaniem do działania. Zrozumiesz je tylko wtedy, kiedy wprowadzisz je w czyn.

Honorowe miejsce przy takim postępowaniu należy się współczuciu. Uderzającym faktem jest to, że bez wyjątku, w każdej jednej ważnej religii ogólnoświatowej, współczucie — zdolność odczuwania z inną osobą w sposób, nad którym zastanawiamy się dzisiejszego wieczoru — nie jest jedynie sprawdzianem jakiejś żarliwej dewocji, ale jest także czymś, co doprowadzi nas przed oblicze tego, co żydzi, chrześcijanie i muzułmanie nazywają „Bóg” lub „Boskość”. To współczucie, mówi Budda, prowadzi cię do nirwany. Dlaczego? Ponieważ przez współczucie, kiedy odczuwamy z inną osobą, detronizujemy siebie z centrum naszego świata i umieszczamy tam inną osobę. A jak już pozbędziemy się ego, wtedy jesteśmy gotowi ujrzeć Boga.

A dokładnie, każda jedna większa religia światowa podkreśla — mówi — i jako swe sedno przedstawia to, co znamy pod nazwą Złotej Zasady. Po raz pierwszy przedstawionej przez Konfucjusza pięć stuleci przed Chrystusem: „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”. To, mówił, jest nadrzędnym wątkiem, który przewija się we wszystkich jego naukach, a który jego uczniowie powinni bezustannie zamieniać w czyn. I właśnie Złota Zasada miała ich przywieść ku transcendentnym wartościom, które nazwał "ren", ludzką serdecznością, która sama w sobie jest doświadczeniem transcendentnym.

Jest to również niezwykle ważne dla monoteizmu. Istnieje słynna opowieść o wielkim rabinie Hillelu, nieco starszym od Jezusa. Przyszedł do niego poganin i zaproponował, że przejdzie na judaizm, jeśli rabin potrafi wyrecytować cała żydowską naukę stojąc na jednej nodze. Hillel stanął na jednej nodze i powiedział: „Tego co tobie jest nienawistne nie czyń sąsiadowi. Oto Tora. Reszta jest komentarzem. Idź i ucz się”. (Laughter)

I „idź i ucz się” rzeczywiście było tym, co miał na myśli. Mówił: „W swojej egzegezie musisz jasno pokazać, że każda linijka Tory jest komentarzem, wysokim połyskiem „Złotej zasady”. Wielki rabin Meir powiedział, że każda interpretacja pisma, która prowadzi do nienawiści i lekceważenia czy pogardy dla innych ludzi — nieważne jakich ludzi — jest bezprawna.

Dokładnie to samo powiedział Święty Augustyn. Pismo, powiada on, nie uczy niczego innego tylko miłosierdzia, i nie możemy zaprzestać interpretacji pisma dopóki nie odnajdziemy interpretacji współczującej”. I walka o znalezienie współczucia w niektórych z tych trochę odstręczających tekstów jest dobrą próbą generalną przed robieniem tego samego w codziennym życiu. (Aplauz)

Ale teraz spójrzmy na nasz świat. Żyjemy w świecie, który — gdzie religię się obrabowuje. Gdzie terroryści cytują wersy z Koranu, żeby uzasadnić potworne czyny. Gdzie zamiast przyjmowania słów Jezusa: „Kochaj swoich wrogów. Nie osądzaj innych”, mamy pokaz chrześcijan wiecznie osądzających innych, wiecznie wykorzystujących pismo jako sposób sprzeczania się z innymi ludźmi, poniżania innych. Przez wieki całe religię wykorzystywano do uciskania innych, a powodem tego jest ludzkie ego, ludzka chciwość. Mamy jako gatunek talent do psucia cudownych rzeczy.

Zatem tradycje religijne utrzymują — i myślę, że to jest ważna kwestia — że nie można i nie wolno ograniczać swego współczucia do własnej grupy: własnego narodu, własnych współwyznawców, własnych rodaków. Trzeba mieć to, co jeden z chińskich mędrców nazwał „jian ai”: wzgląd na wszystkich. Kochaj swych nieprzyjaciół. Uszanuj nieznajomego. Uformowaliśmy was, mówi Koran, w plemiona i narody, żebyście mogli się znać między sobą.

I znów — ten uniwersalny zasięg — staje się osłabiony poprzez natarczywe wykorzystanie religii — nadużycie religii — dla nikczemnych zysków. Już straciłam rachubę ilu taksówkarzy, kiedy mówię im z czego żyję, poinformowało mnie, że religia była powodem wszystkich wielkich wojen światowych w historii. Błąd. Przyczyny naszej obecnej niedoli są polityczne.

Ale bez wątpienia religia jest swego rodzaju nośnikiem rozdźwięku, i kiedy konflikt zakorzeni się w religii, religia może zostać wchłonięta i stać się częścią problemu. Nasza współczesność jest nadzwyczaj brutalna. Między rokiem 1914 i 1945 w samej Europie zginęło 70 milionów ludzi w wyniku konfliktów zbrojnych. Tak wiele naszych instytucji, nawet piłka nożna, która kiedyś była przyjemną rozrywką, teraz wywołuje zamieszki, w których ludzie mogą nawet zginąć. Nie dziwi więc, że religia także uległa wpływom tego etosu przemocy.

Sądzę również, że wokół jest pełno religijnego analfabetyzmu. Ludzie myślą, że wiara religijna równa się wierzeniu w coś. Jak gdyby to — często nazywamy religijnych ludzi wierzącymi, jak gdyby to była główna rzecz, którą się zajmują. Bardzo często cele drugorzędne zostają wypchnięte na pierwsze miejsce, zamiast współczucia i Złotej Zasady. Ponieważ Złota Zasada jest trudna. Czasami kiedy przemawiam do różnych zgromadzeń na temat współczucia, widzę czasem wyraz buntu przemykający po twarzach niektórych osób, ponieważ religia, mnóstwo religijnych osób raczej woli mieć rację, niż okazać współczucie. (Śmiech)

Tak — ale to jeszcze nie koniec całej historii. Od 11 września, kiedy to moja praca na temat islamu nagle wepchnęła mnie do życia publicznego w sposób, jakiego nigdy nie spodziewałam się - mogę jeździć po całym świecie, i, gdziekolwiek nie pojadę, odkrywam pragnienie zmiany. Właśnie wróciłam z Pakistanu, gdzie dosłownie tysiące ludzi przychodziły na moje wykłady, ponieważ pragnęli, przede wszystkim, usłyszeć przyjazny głos z zachodu. Zwłaszcza młodzi ludzie przychodzili. I pytali mnie — młodzi ludzie mówili: „Co możemy zrobić? Co możemy zrobić, żeby coś zmienić? ” Moi gospodarze w Pakistanie mówili: „Słuchaj, nie bądź dla nas zbyt miła. Mów nam gdzie robimy coś nie tak. Porozmawiajmy razem na temat tego, gdzie zawodzi religia”.

Ponieważ wydaje mi się, że — nasza obecna sytuacja jest tak poważna w tej chwili, że jakakolwiek ideologia, która nie propaguje umiejętności globalnego zrozumienia i globalnej akceptacji, docenienia siebie nawzajem, nie zdaje próby czasu. A religia, ze swoim mnóstwem wyznawców... Tutaj w USA ludzie może są religijni w inny sposób, jak to wykazały niedawne doniesienia — ale wciąż chcą być religijni. Tylko zachodnia Europa zachowała swój sekularyzm, co obecnie zaczyna wyglądać raczej rozbrajająco staroświecko.

Ale ludzie chcą być religijni i religię powinno się uczynić siłą na rzecz harmonii na świecie, którą religia może i powinna być — z powodu Złotej Zasady. „Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe”: etos, który powinno się stosować na całym świecie. Nie powinniśmy traktować innych narodów tak, jak sami nie chcielibyśmy być traktowani.

A to — niezależnie od naszych nieszczęsnych przekonań — jest kwestią religijną, kwestią duchową. To poważna kwestia moralna, która dotyczy i powinna dotyczyć nas wszystkich. A tak jak mówię, istnieje już głód zmian. Tutaj w Stanach Zjednoczonych sądzę, że widać to w tej kampanii prezydenckiej: pragnienie zmiany. Ludzie w kościołach i meczetach na całym kontynencie po 11 września, gromadzący się lokalnie, by stworzyć sieci wzajemnego zrozumienia. Te meczety i synagogi głoszące: „Musimy zacząć rozmawiać ze sobą”. Sądzę, że czas wyjść poza ideę tolerancji i ruszyć w kierunku doceniania drugiego człowieka.

Chciałabym — jest jedna historia, o której chciałabym wspomnieć. Pochodzi z Iliady. Ale mówi o tym, czym powinna być duchowość. Znacie fabułę Iliady: 10-letnia wojna między Grecją i Troją. W jednym epizodzie Achilles, słynny wojownik z Grecji, prowadzi swoje oddziały na wojnę, i zaczyna się cały wojenny trud. I w efekcie powstałego zamętu, zabity zostaje jego ukochany przyjaciel, Patrokles — zabity w pojedynczej walce przez Hektora, jednego z książąt trojańskich. Achilles szaleje z rozpaczy, gniewu i pragnienia zemsty i okalecza zwłoki — zabija Hektora, okalecza jego zwłoki, a następnie odmawia wydania rodzinie ciała na pochówek, co oznacza, w greckim etosie, że dusza Hektora będzie wiecznie wędrować, zbłąkana. Następnie którejś nocy, król Troi Priam - starzec, przychodzi incognito do greckiego obozu i udaje się do namiotu Achillesa, by poprosić o wydanie zwłok syna. Wszyscy są w szoku, kiedy starzec zdejmuje nakrycie głowy i ujawnia się. Achilles patrzy na niego i myśli o swoim ojcu. I zaczyna płakać. A Priam patrzy na człowieka, który zamordował tak wielu jego synów, i sam też zaczyna płakać. Odgłosy ich płaczu wypełniają dom. Grecy wierzyli, że wspólny płacz tworzy więź między ludźmi. Potem Achilles bierze ciało Hektora, bardzo delikatnie wręcza je ojcu, i obaj mężczyźni patrzą na siebie i widzą tego drugiego jako istotę boską.

To jest etos, który można również znaleźć we wszystkich religiach. To jest to, co czujemy pokonując przerażenie, kiedy zagraża nam wróg, i zaczynamy doceniać tego drugiego. Duże znaczenie ma fakt, że słowo oznaczające po hebrajsku „święty”, w odniesieniu do Boga to „Kadosh”: osobny, inny. I często, być może, właśnie ta odmienność naszych wrogów może dać nam przeczucie tej całkowicie tajemniczej transcendencji, którą jest Bóg.

A teraz pora na moje życzenie: Chciałabym, byście pomogli w stworzeniu, zapoczątkowaniu i propagowaniu Karty Współczucia — opracowanej przez grupę natchnionych intelektualistów z trzech abrahamowych tradycji religijnych judaizmu, chrześcijaństwa i islamu, i opartej na fundamentalnej regule Złotej Zasady. Musimy stworzyć ruch dla tych wszystkich ludzi, których spotykam w swoich podróżach — wy prawdopodobnie też spotykacie - którzy chcą, w jakiś sposób, dołączyć i odzyskać swoją wiarę, która, czują — jak mówię — została im zrabowana. Musimy dać ludziom prawo do pamiętania o etosie współczucia, i musimy dawać wskazówki. Ta Karta nie musi być ogromnym dokumentem. Chciałabym — żeby dawała wskazówki jak interpretować święte księgi, bo te teksty są niecnie wykorzystywane. Pamiętajcie co rabini i Św. Augustyn powiedzieli o tym, jak to księgami świętymi powinna rządzić zasada miłosierdzia. Wróćmy do tego. Także idea, że żydzi, chrześcijanie i muzułmanie - te tradycje tak często teraz w niezgodzie — pracują razem, żeby stworzyć dokument, który mamy nadzieję, podpisze, co najmniej, tysiąc przywódców religijnych wszystkich ważniejszych religii świata.

Wy jesteście tymi ludźmi. Ja jestem jedynie samotnym naukowcem. Wbrew wrażeniu, że uwielbiam się bawić, co ku memu zdumieniu staje się faktem — tak naprawdę spędzam mnóstwo czasu sama studiując, i nie jestem bardzo — wy jesteście ludźmi z wiedzą na temat mediów, żeby wyjaśnić mi, jak to przekazać wszystkim, wszystkim ludziom na tej planecie. Przeprowadziłam parę wstępnych rozmów, i na przykład arcybiskup Desmond Tutu chętnie użyczy swego nazwiska, tak samo jak imam Faisal Rauf, imam w Nowym Jorku. Będę także pracować z Sojuszem Cywilizacji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Byłam uczestnikiem inicjatywy ONZ o nazwie Sojusz Cywilizacji, którą Kofi Annan poprosił o zdiagnozowanie przyczyn ekstremizmu i udzielenie praktycznych wskazówek państwom członkowskim na temat tego, jak uniknąć dalszej eskalacji ekstremizmu.

W Sojuszu powiedzieli mi, że bardzo chętnie popracują na rzecz Karty. Znaczenie tego jest — widzę, że niektórzy zaczynają wyglądać na zmartwionych, ponieważ sądzicie, że to organizacja powolna i nieporadna, ale to co Narody Zjednoczone mogą nam dać, to neutralność, a zatem inicjatywa nie będzie postrzegana jako zachodnia czy chrześcijańska, ale że przychodzi, jakby z Narodów Zjednoczonych, ze świata — który pomógłby w tej, jakby, całej biurokracji.

Tak więc mocno zachęcam was do przyłączenia się do mnie w tworzeniu — w tej karcie — do zbudowania tej Karty, wprowadzenia i propagowania jej tak, żeby stała się; chciałabym zobaczyć ją w każdym koledżu, każdym kościele, każdym meczecie, w każdej synagodze świata, aby ludzie mogli przyjrzeć się swojej tradycji religijnej, odzyskać ją i uczynić religię źródłem pokoju na świecie, którym może, i powinna być. Dziękuję bardzo. (Aplauz)