Tim Ferriss
5,306,987 views • 13:21

To zdjęcie, na którym jestem szczęśliwy, zrobiono w roku 1999. Byłem na ostatnim roku studiów, a zdjęcie zrobiono po zajęciach z tańca. Byłem bardzo szczęśliwy. Pamiętam, gdzie byłem jakieś półtora tygodnia później. Siedziałem na tylnym siedzeniu mojego używanego minivana na parkingu na kampusie, kiedy zdecydowałem, że popełnię samobójstwo. Szybko przeszedłem od planów do czynów. Niewiele brakowało do kroku w przepaść. Wtedy byłem najbliżej. Zdjąłem palec z cyngla tylko dzięki kilku szczęśliwym zbiegom okoliczności. Po wszystkim najbardziej przeraził mnie właśnie ten element przypadku.

Zacząłem bardzo metodycznie testować różne sposoby radzenia sobie ze zmianami nastrojów, co okazało się dobrą inwestycją. (Śmiech) Wielu normalnych ludzi może mieć sześć do dziesięciu epizodów depresyjnych w ciągu życia. Mam depresję dwubiegunową, która występuje w mojej rodzinie. Epizodów miałem ponad pięćdziesiąt i wiele się nauczyłem. Wiele razy próbowałem, stoczyłem wiele walk z ciemnością, cały czas się ucząc. Pomyślałem, że zamiast przepisu na sukces albo skupieniu się na najlepszych momentach, podzielę się przepisem na to, jak uniknąć samozniszczenia, a z pewnością paraliżu.

Narzędzie, które okazało się najlepszą siatką ratunkową dla upadków emocjonalnych, jest tym samym narzędziem, które pomogło mi podjąć najlepsze decyzje biznesowe. Ale to drugorzędne. Narzędziem tym jest... stoicyzm. Powiało nudą.

(Śmiech)

Możecie myśleć o Spocku albo taki obrazek może wam przyjść do głowy...

(Śmiech)

Krowa w deszczu. Nie jest ani smutna, ani szczęśliwa. Beznamiętne stworzenie przyjmujące wszystko, co przyniesie życie.

Może nie przyjść wam do głowy Bill Belichik, mistrz rywalizacji, główny trener New England Patriots, z rekordową liczbą wygranych meczy w futbolu amerykańskim. Stoicyzm gwałtownie rozprzestrzenia się wśród futbolowej elity, jako sposób na ćwiczenie odporności umysłowej. Może nie przyjdą wam do głowy ojcowie założyciele... Thomas Jefferson, John Adams, George Washington, to tylko trzech adeptów stoicyzmu. George Washington kazał wystawiać sztukę o stoiku, Katonie, "Cato, a Tragedy", przed oddziałami żołnierzy w Valley Forge, żeby utrzymać morale.

Dlaczego ludzie czynu skupiają się na starożytnej filozofii? Wydaje się to bardzo akademickie. Chcę was zachęcić do nieco innego myślenia o stoicyzmie, jako systemie pozwalającym na rozkwit w stresujących warunkach i podejmowanie lepszych decyzji. Wszystko zaczęło się w pewnym sensie tu, na ganku.

Około roku 300 p.n.e w Atenach Zenon z Kition wykładał, chodząc wokół malowanego portyku, coś jakby ganku, po grecku "stoa". Stąd wzięło się słowo "stoicyzm". W świecie grecko-rzymskim stoicyzm był kompletnym systemem służącym do wielu rzeczy. Dla nas najważniejsze jest ćwiczenie siebie w oddzielaniu tego, nad czym mam kontrolę, od tego, nad czym nie mam kontroli, a potem ćwiczenie w skupianiu się wyłącznie nad tym pierwszym. Obniża to reaktywność emocjonalną, co może być ogromną siłą.

W sytuacji odwrotnej, powiedzmy, że jesteś rozgrywającym. Nie wychodzi ci podanie, wściekasz się na siebie. To może cię kosztować cały mecz. Jeśli jesteś dyrektorem wykonawczym i wściekasz się na cenionego pracownika z powodu drobnego błędu, może cię to kosztować utratę pracownika. Jeśli jesteś studentem, który ma doła, i czuje się stale bezradny i beznadziejny, możesz stracić życie. Stawka jest więc bardzo wysoka.

Wiele narzędzi może pomóc. Skupię się na jednym, które zupełnie zmieniło moje życie w 2004 roku. Stało się tak z dwóch powodów. Bliski przyjaciel w moim wieku zmarł niespodziewanie na raka trzustki, potem odeszła ode mnie dziewczyna, którą miałem nadzieję poślubić. Miała dość i zamiast listu pożegnalnego, zostawiła mi to, tabliczkę pożegnalną.

(Śmiech)

Nie zmyślam, mam ją do dziś. "Praca kończy się o 17:00". Dała mi to, żebym postawił na biurku dla własnego zdrowia, bo wtedy pracowałem nad pierwszym prawdziwym, własnym biznesem. Nie miałem pojęcia, co robię, pracowałem ponad 14 godzin na dobę, siedem dni w tygodniu. Używałem stymulantów, żeby jakoś ciągnąć. Brałem antydepresanty, żeby się uspokoić i zasnąć. To była katastrofa. Czułem się jak w potrzasku. Kupiłem książkę o prostocie, próbując znaleźć odpowiedzi.

Znalazłem cytat, który wpłynął na moje życie: "Częściej cierpimy w wyobraźni niż w rzeczywistości", jak powiedział Seneka Młodszy, znany pisarz stoicki. Cytat skłonił mnie do lektury jego listów, które zaprowadziły mnie do ćwiczenia "premeditatio malorum", czyli przewidywanie nieszczęść. Jest to po prostu wizualizowanie w szczegółach najgorszych scenariuszy, których się boimy, co sprawia, że podejmujemy działania, żeby przemóc paraliż strachu. Moim problemem był wiecznie niespokojny umysł, Zwykłe przemyślenie problemów mi nie pomaga. Musiałem przelać myśli na papier. Stworzyłem ćwiczenie pisemne, które nazwałem "ustalanie lęku", od "ustalania celu", na swoje potrzeby. Składa się z trzech części, Nadzwyczaj proste.

Pierwsza część jest tu. "Co, jeśli...?" Tu jest to, czego się boisz, co wywołuje niepokój, to, co odkładasz na później. Może zaproszenie kogoś na randkę, zakończenie relacji, poproszenie o awans, rzucenie pracy, założenie firmy. To może być wszystko. Dla mnie było to pójście na pierwszy urlop od 4 lat i zostawienie interesu na miesiąc, żeby pojechać do Londynu, gdzie mogłem zatrzymać się za darmo u przyjaciela, żeby zostawić firmę, bo byłem tam przeszkodą, albo zamknąć ją.

W pierwszej kolumnie, "Zdefiniowanie" wpisujesz wszystkie najgorsze rzeczy, które sobie wyobrażasz po podjęciu danego kroku. Ma ich być 10 do 20. Nie będę omawiał wszystkich, ale podam dwa przykłady. Jeden to taki, że pojadę do Londynu, będzie deszczowo i wpadnę w depresję, cała wyprawa będzie jedną wielką stratą czasu. Drugi to taki, że nie dotrze do mnie pismo ze skarbówki i zostanę poddany kontroli, albo nalotowi, zamkną mój interes, czy coś w tym stylu.

Trzecia kolumna to "Zapobieganie". Tu zapisujesz swoją odpowiedź na pytanie: "Co mogę zrobić, żeby zapobiec tym ciosom? Albo przynajmniej obniżyć trochę prawdopodobieństwo ich wystąpienia?". Na depresję w Londynie mogę zabrać lampę emitującą niebieskie światło i używać jej przez kwadrans co rano. Wiedziałem, że to pomaga powstrzymać epizody depresyjne. Jeśli chodzi o skarbówkę, mogłem zmienić adres do korespondencji, żeby dokumenty dostał mój księgowy, a nie pod mój adres. Pikuś.

Następna kolumna to "Naprawa". Gdyby spełniły się najczarniejsze scenariusze, co można zrobić, żeby choć trochę naprawić szkody, kogo poprosić o pomoc? W pierwszym przypadku, w Londynie, mógłbym wysupłać pieniądze, polecieć do Hiszpanii, zażyć słońca, wyjść z doła. W przypadku przegapienia pisma ze skarbówki, mógłbym zadzwonić do przyjaciela prawnika albo zapytać profesora prawa, poprosić ich o radę, spytać, z kim rozmawiać, jak inni radzili sobie z taką sytuacją. Pracując nad pierwszą stroną, należy pamiętać o jednym pytaniu: "Czy w historii ludzkości ktoś mniej inteligentny albo zmotywowany niż ja poradził sobie z tym?". Prawdopodobnie odpowiedź brzmi: "tak".

(Śmiech)

Druga część jest prosta. Jakie mogą być korzyści ze spróbowania albo osiągnięcia częściowego sukcesu? Wyolbrzymiamy lęki i bardzo ostrożnie spoglądamy na pozytywne aspekty. Jeśli zrobisz to, nad czym się zastanawiasz, czy jest możliwe, że zwiększysz pewność siebie, rozwiniesz umiejętności emocjonalne, finansowe albo inne? Jakie korzyści mogą płynąć z zaliczonego wybicia? Pomyśl o tym 10 czy 15 minut.

Część trzecia. To może być najważniejsze, nie pomijaj tego. "Cena braku działania". Ludzie są świetni w rozważaniu, co może pójść źle, jeśli spróbują czegoś nowego, na przykład poproszą o podwyżkę. Często nie zastanawiamy się nad strasznym kosztem status quo. Kosztem braku zmiany. Zadajcie sobie pytanie, jak unikanie danej czynności czy decyzji i czynności lub decyzji im podobnych wpłynie na moje życie za pół roku, rok, trzy lata? Im dalej w przyszłość, tym bardziej zdaje się nieuchwytne. Warto wejść w szczegóły dotyczące emocji, finansów, fizyczności, dowolnej rzeczy.

Kiedy to zrobiłem, wyłonił się przerażający obraz. Leczyłem się na własną rękę, mój biznes lada chwila miał się załamać, jeśli bym się nie wycofał. Moje relacje wisiały na włosku albo rozpadały się. Zorientowałem się, że nie mogłem pozwolić już sobie na brak działania.

Te trzy strony to ustalanie lęku. Potem zorientowałem się, że w skali od 1 do 10, gdzie 1 to minimalny wpływ, a 10 to wpływ maksymalny, wyjeżdżając, ryzykowałem od 1 do 3 przejściowego i odwracalnego bólu, w stosunku do 8 do 10 wpływu pozytywnego i zmieniającego życie, który mógł być dość trwały. Wyjechałem. Nie doszło do żadnej katastrofy. Pewnie, że były trudności. Udało mi się wyplątać z firmy. W końcu podróż przedłużyła się w półtoraroczną wyprawę dookoła świata, która stała się podstawą mojej pierwszej książki, i przyprowadziła mnie tu dziś.

Wszystkie największe wygrane i największe odwrócone katastrofy wywodzą się z ustalania lęku przynajmniej raz na kwartał. Nie jest to panaceum. Niektóre z naszych strachów mają solidne podstawy.

(Śmiech)

Nie powinno się tego jednak stwierdzać bez dokładnego ich zbadania. Nie sprawia to, że trudne wybory i czasy stają się łatwe, ale często mogą stać się dużo łatwiejsze.

Zakończę, przybliżając postać jednego z moich ulubionych współczesnych stoików. To Jerzy Gregorek. Jest czterokrotnym mistrzem świata w podnoszeniu ciężarów, uchodźcą politycznym, wydaje poezje, ma 62 lata. Ciągle może skopać mi tyłek i pewnie większość tyłków na tej sali. Imponuje.

Spędziłem mnóstwo czasu na jego stoa, czyli ganku, prosząc o rady życiowe i treningowe. Był członkiem polskiej Solidarności, pokojowego ruchu zabiegającego o zmianę społeczną, który został przemocą zduszony przez rząd. Stracił pracę jako strażak. Następnie porwano, torturowano, zabito i wrzucono do rzeki jego mentora, księdza. Grożono mu wtedy. Musiał wraz z żoną uciekać z Polski, tułać się od kraju do kraju, aż znaleźli się w Stanach, nie mając prawie nic, sypiając na podłogach.

Mieszka teraz w Woodside w Kalifornii, w bardzo ładnym miejscu, a z ponad dziesięciu tysięcy ludzi, których spotkałem w życiu, plasuje się w pierwszej dziesiątce w kategorii sukces i szczęście. Zbliża się puenta, uważajcie. Kilka tygodni temu wysłałem mu SMS z pytaniem, czy kiedykolwiek czytał działa stoickich filozofów. Jego odpowiedź zajęła dwie strony. W ogóle to do niego nie podobne, bo gość jest bardzo zdawkowy.

(Śmiech)

Stoicyzm nie tylko nie jest mu obcy, ale zwrócił też uwagę, że przy wszystkich najważniejszych decyzjach, punktach zwrotnych, kiedy stawał w obronie swoich zasad i etyki, wykorzystywał stoicyzm i coś podobnego do ustalania lęku. Zszokowało mnie to.

Zakończył dwoma rzeczami. Po pierwsze, że nie może wyobrazić sobie życia piękniejszego niż życie stoika. Ostatnia to jego mantra, którą odnosi do wszystkiego i wy też możecie odnieść ją do wszystkiego:

"Łatwe wybory, trudne życie. Trudne wybory, łatwe życie".

Trudne wybory... to, czego zrobienia, o co poproszenia, czego powiedzenia najbardziej się boimy, są często dokładnie tym, co jest nam najpotrzebniejsze. Największe wyzwania i problemy, przed którymi stajemy, nie dadzą się rozwiązać wygodną rozmową, czy to we własnej głowie, czy z innymi ludźmi.

Zachęcam was do spytania siebie, gdzie teraz w waszym życiu ustalenie lęków może być ważniejsze niż ustalenie celów? Pamiętając cały czas o słowach Seneki: "Częściej cierpimy w wyobraźni niż w rzeczywistości".

Bardzo dziękuję.

(Brawa)