Marek Kaczmarczyk Kaczmarczyk
57,827 views • 18:38

"Global" czy "local"? "Local". Tu i Teraz. Funkcjonujemy w przestrzeni, która jest przestrzenią osobistą. Gdziekolwiek państwo pójdą, zabierzecie ze sobą jedną rzecz: środek świata. Nasze mózgi ewoluowały w ciągu ostatnich niecałych trzech milionów lat, powiększały się w sposób nieprawdopodobny i bezprecedensowy. To jest sytuacja naprawdę pozbawiona precedensu. Dwa i pół miliona lat ewolucji i trzykrotne powiększenie objętości mózgu. Ale oczywiście nie chodzi tylko o objętość. Przede wszystkim o złożoność. Stopień złożoności naszych mózgów jest tak ogromny, że mózgami ich nie ogarniemy. Zresztą, proszę się nie niepokoić. Czasami podpowiadają mi słuchacze, podpowiadają mi studenci: "A co będzie, jeżeli tak dokładnie poznamy ten mózg, że będziemy mogli o nim wszystko powiedzieć i pan będzie wiedział, kiedy chcę zajrzeć do ściągi, zanim to zrobię albo nawet o tym pomyślę?". Proszę się nie martwić. Żeby jakiś rodzaj systemu opisać zero-jedynkowo, a tak musielibyśmy go opisać, żeby to było możliwe, musimy mieć do tego opisu coś bardziej złożonego niż to, co opisujemy. Przynajmniej o jeden rząd wielkości. A ponieważ do opisu mózgu mamy tylko mózgi, nigdy nam się to nie uda. Gaarder w "Świecie Zofii" pięknie, kolokwialnie to powiedział, pisząc, że gdybyśmy mieli mózgi na tyle proste, że można by je było zrozumieć, bylibyśmy z tego powodu na tyle głupi, że na pewno to nie udałoby się nam. Tak że proszę się nie martwić, można się rozluźnić. Nie będziemy mówić o rzeczach ostatecznych, aczkolwiek spróbujemy wyjaśnić sobie, co to właściwie znaczy, że my posiadamy mózg lokalny. Te niecałe trzy miliony lat ewolucji, to oczywiście ewolucja naszego kladu, czyli linii rozwojowej, bo tak naprawdę człowiek, w tym rozumieniu anatomicznie współczesnego człowieka, jest smarkaczem ewolucyjnym. Myśmy się pojawili bardzo niedawno, 250 - 300 tysięcy lat temu. To jest ten moment, kiedy zaistnieliśmy jako anatomicznie współcześnie, a więc nasze mózgi też mają, w tym rodzaju struktury jaką dzisiaj widzimy, powiedzmy sobie 300 tysięcy lat. To bardzo niewiele, biorąc pod uwagę, że średnia długość istnienia gatunku kręgowca lądowego to jest około 10 milionów lat. Zwróćcie uwagę, jedną czwartą miliona lat mamy za sobą, a teoretycznie dziewięć i trzy czwarte jeszcze przed sobą. Pytanie tylko, co zrobimy z tym czasem, mając takie możliwości i takie punkty wyjścia. Ale dlaczego lokalny? Nie tylko dlatego, że jesteśmy w tym modelu rzeczywistości u siebie i zawsze u siebie i to nasze "tu i teraz" jest w sumie osobiste, dosłownie. W rozumieniu Popperoskim ten drugi świat jest niedostępny dla nikogo innego. Ale z drugiej strony musimy też zauważyć, że pewne biologiczne uwarunkowania nie dają nam możliwości funkcjonowania w bardzo dużych grupach. Coś, co dla nas w dzisiejszym, nowoczesnym świecie jest oczywiste, 100 tysięcy osób, milion, miasto, dzielnica, kilkanaście tysięcy ludzi na stadionie, tak naprawdę z biologicznej perspektywy jest nam zupełnie obce. Musimy sobie uzmysłowić, że nasze mózgi, a co za tym idzie również umysły, które są o nie oparte, były kreowane w zupełnie innym świecie społecznym. Proszę sobie wyobrazić taki świat, w którym od urodzenia do niezbyt odległej śmierci, bo żyliśmy wtedy maksymalnie 35-37 lat, mówimy o okresie kształtowania naszego gatunku, jego początków, od rana do wieczora widzimy co najwyżej 150 osób. Bo ów rozwój możliwości, ogromnych, społecznych, on się zatrzymał mniej więcej na tym poziomie. Fakt, dzisiaj hipoteza, czy teoria wręcz, mózgu społecznego mówi, że mózgi nam rosły, ponieważ rosła złożoność struktur społecznych. Im większa struktura społeczna, tym bardziej skomplikowane zależności i tym większa musi być moc obliczeniowa, żeby to wszystko ogarnąć. Ale wydaje nam się tylko, że ten genialnie złożony mózg, ilość stanów, jakie może przyjąć jeden mózg dorosłej osoby jest porównywalna z liczbą wyrażającą liczbę atomów całego wszechświata, który znamy. To jest nieprawdopodobna złożoność. Ale ten genialny, wspaniały mózg jest w stanie ogarnąć co najwyżej 150 osób. Ponieważ w tamtym czasie, w tamtym okresie, kiedy dobór naturalny kreował ów mózg, tyle własnie stanowiła nasza społeczna struktura. To wszystko, co na poziomie korelacji nas budowało i buduje nadal, zamyka się w takiej przestrzeni. Oczywiście, jeżeli sobie to uzmysłowimy, jeszcze raz, od rana do wieczora 150 bardzo dobrze znanych nam osób i praktycznie nikogo obcego. Nikogo obcego, ponieważ w tamtym okresie na Ziemi, oczywiście mówimy o starym świecie, Eurazji i Afryce, było nas milion sztuk i żyliśmy w zbiorowościach 150-osobowych, które sobie po tej całej przestrzeni chodziły. To jest oczywiste, że z probabilistycznego punktu widzenia spotkanie z kimś obcym było praktycznie niemożliwe. Takie grupy stykały się ze sobą pewnie raz na dwa lub trzy pokolenia. Więc na poziomie analizy układu społecznego ów mózg miał wokół siebie znanych sobie, przewidywalnych, w rozumieniu emocjonalnym, ludzi. W ten sposób, rzecz jasna, powstaje taki mózg. Mózg uzależniony od innych mózgów. Można właściwie powiedzieć, że mózg ludzki nie ma sensu bez innych mózgów w otoczeniu. Człowiek nie ma sensu bez innych ludzi obok. Jesteśmy tak skonstruowani, że trzy czwarte kory mózgowej służy do analizy informacji o drugim człowieku. Wyobraźcie sobie państwo, praktycznie cały nasz mózg interesuje się człowiekiem. Mówi do ludzi, przez ludzi i poprzez ludzi. Jeżeli w przestrzeni znajduje się zbiór informacji, które nas atakują, a niektóre spośród nich dotyczą ludzi, to my jesteśmy tak skonstruowani, że wybierzemy te dotyczące ludzi. Reszta nas praktycznie nie interesuje. Ja jestem neurodydaktykiem, interesuję się więc szkołą, zatem wybaczcie mi, że podczas tego wystąpienia, będę się też w pewnym sensie do szkoły odwoływał. Jeżeli interesują nas ludzie, to jakim cudem możemy się zainteresować jakimkolwiek przedmiotem szkolnym? Nauczyciele często widzą swoją rolę w takim oto aspekcie: "Ja jestem po to, żeby zainteresować swoim przedmiotem ucznia, wychowanka". Z perspektywy neuro-biologiczno-społecznej jest to praktycznie niemożliwe. Ponieważ nie można interesować się przedmiotem izolowanym od człowieka. Ja wiem, już tutaj niektórzy, którzy są uczniami, dzisiaj się śmieją troszeczkę, że to jest niemożliwe, ale możliwe jest coś innego, coś dużo ważniejszego z perspektywy naszego gatunku. Możliwe jest zainteresowanie sposobem, w jaki nauczyciel interesuje się swoim przedmiotem. A to jest różnica. Różnica nie tylko w roli szkoły, ale również w roli nauczyciela. Nie zainteresujesz nikogo niczym, czym się sam nie interesujesz. Jesteśmy tak skonstruowani, tak zbudowani, że w nasze płaty przedczołowe, w nasze obszary zakrętu zębatego, wbudowane są mechanizmy, które pozwalają nam, w pewnym sensie, utożsamiać się z osobą, na którą patrzymy. Psycholodzy używają tutaj określenia "teoria umysłu drugiej osoby". To oczywiście nie jest kwestia wglądu w drugi umysł, ale w coś, co profesor Giacomo Rizzolatti pod koniec XX wieku opisał jako mechanizmy lustrzane. Kiedy patrzę na osobę, która się do mnie uśmiecha, to w moim mózgu pojawiają się takie stany, takie pobudzenia neurofizjologiczne, takie rodzaje aktywności i ich zbiory, które miałyby tam miejsce wtedy, kiedy to ja się uśmiecham. A ponieważ uśmiecham się wtedy, kiedy dzieją się rzeczy przyjemne, to patrzenie na osobę, która się do mnie uśmiecha jest po prostu przyjemne. I nie cierpię ponuraków, bo kiedy patrzę w twarz osoby ponurej, to co dzieje się w mojej głowie? Dzieje się to samo, czyli pojawia się tam pobudzenie charakterystyczne dla bycia ponurym, ergo staję się ponury. I tak dalej. Jeżeli nauczyciel jest niezainteresowany tym, co robi, to nuda, która ewentualnie epatuje z jego twarzy, będzie się rozprzestrzeniać na poziomie lustrzanym i będzie ona częścią struktury i funkcji mózgów jego uczniów. I odwrotnie. Jeżeli wyglądam na zainteresowanego tym, co mam do powiedzenia, wtedy to zainteresowanie staje się częścią waszych ośrodkowych układów nerwowych. Ale to wszystko działa genialnie na poziomie małej skali. Bo jeżeli funkcjonowaliśmy w grupie 150-osobowej i to była cała nasza rzeczywistość społeczna, to w takiej rzeczywistości staliśmy się mistrzami świata w ocenie emocji innych ludzi. Mała przestrzeń, a każdy człowiek w tej przestrzeni ważny. Spośród tych 150 ludzi, którzy otaczali przez całe życie naszych przodków, praktycznie nie było ludzi nieważnych, w pozytywnym bądź negatywnym rozumieniu tego słowa. Każdy człowiek był ważny. Dzisiaj już tak nie jest. Gdybym zadał państwu pytanie: "Czy jest ktoś na świecie, kto jest dla nas osobiście nieważny?", oczywiście nie chodzi mi o ważkość życia ludzkiego, tylko o praktyczną ważkość istnienia i wpływu, to rzecz jasna jest bardzo wielu takich ludzi. Ale nasze archaiczne mózgi to przeoczyły. Zwróciliście państwo uwagę? Nas człowiek interesuje nawet wtedy, kiedy nie ma z nami nic wspólnego. Gdyby było inaczej, dlaczego interesowalibyśmy się co, kto ubierze na swój ślub, chociaż żyje na drugiej półkuli i nic nie ma z nami wspólnego, nawet nas nigdy w życiu nie pozna. A kiedy ktoś mi podpowie, co ubierze, to będę to komentował i uznam to za ważne. To jest właśnie rodzaj archaicznego wyposażenia. Chciałoby się powiedzieć, w pewnym sensie, upośledzenia, ale może nie powiem, bo wielu ludzi żyje ze sprzedawania takich właśnie informacji. W pewnym sensie my tutaj też działamy globalnie w ten sposób. Każdy, kto zobaczy ten film, będzie tworzył relacje, czy odczuje relacje, które są relacjami osobistymi, a przecież osobiste nie będą. Tak to również działa. Chociaż oczywiście jakość owych relacji nie wykroczy nigdy poza to, co jesteśmy w stanie zbudować na poziomie bezpośrednio osobistym. Staliśmy się mistrzami świata, ale w małej skali. Jestem w stanie odczuwać każdy niuans zachowania mimicznego, tembr głosu, gest, to wszystko jest dla mnie ważne. Wyobraźcie sobie, że twarz jest w tej przestrzeni informacji społecznej czymś, co nasze mózgi znowu uwielbiają najbardziej, co uwielbiają przetwarzać i uwielbiają zauważać. Jeżeli ta twarz się pojawia, natychmiast ją wyodrębniamy z środowiska zewnętrznego. Sześć dni wystarczy, żeby niemowlę reagowało inaczej na twarz i na inne obiekty. Sześć dni. A sześć tygodni wystarczy, żeby jego mózg, na poziomie na przykład rezonansu magnetycznego, dawał inną odpowiedź w stosunku do twarzy znanej i nieznanej. Czyli rozpoznaje już osoby znane i nieznane. Potem jest jeszcze lepiej. Mamy wyspecjalizowane w ocenie, opisie i odkrywaniu twarzy obszary naszego mózgu. Zakręt zębaty, już wspomniany przeze mnie, szczególnie pole FFA jest takim przykładem, ale inne obszary również do tego służą. Jest tylko jeden problem. Ilości. My co prawda kiedy zobaczymy coś takiego, to jest trywialne, dostrzeżemy twarz. Ale czy kiedykolwiek państwo się zastanawiali nad absurdalnością tego postrzeżenia? Widzicie państwo za moimi plecami kilka znaków graficznych, a co robi wasz mózg? Pokazuje wam twarze. Nie tylko widzimy tu twarz, ale moglibyśmy względnie sensownie dywagować, czy to jest taki lekki uśmieszek, ironiczny uśmieszek, czy ta tablica jest rozbawiona, czy lekko tylko uśmiechnięta. Zwróćcie państwo uwagę, że moglibyśmy to robić, a przecież na poziomie percepcji widzimy to, co widzimy. Kiedy państwo chodzą starą alejką, powiedzmy sobie wśród drzew, najlepiej do tego nadają się buki, takie kolumnowe, piękne, wspaniałe, srebrzyste pnie, kiedy patrzymy na fragmenty odłamanych gałęzi czy też ślady i blizny, bardzo często widzimy tam twarze. Moglibyśmy to ciągnąć. My twarze widzimy wszędzie, nawet tam, gdzie ich nie ma. Problem polega tylko na tym, że system, który dostosowany jest do nielicznych, aczkolwiek dobrze znanych twarzy, fatalnie radzi sobie w sytuacji odwrotnej. Kiedy w ciągu dnia widzi więcej twarzy niż powinien. To trochę dziwnie brzmi, ale rzeczywiście, jeżeli w ciągu jednego dnia widzielibyśmy te 150 twarzy, to bylibyśmy w socjologicznym niebie. Bo nasze mózgi są do tego właśnie dostosowane. Rzecz w tym, że tak nie jest. Bo w przeciętnej wielkości mieście, w którym żyjemy sobie, to od rana do wieczora nasze mózgi są zmuszane do percepowania i przetwarzania informacji na temat kilku do kilkunastu tysięcy twarzy. Ja jako neurolog, jako neurobiolog niespecjalnie lubię porównania o charakterze informatycznym, ale tutaj się sprawdzają. Jeżeli otworzylibyście państwo w jakiejkolwiek przeglądarce 30 zakładek, a w 31 chcielibyście odtworzyć film z YouTub'a, to co się stanie? Własnie rzecz w tym że nic. To się nie uda. Z naszymi systemami przetwarzania twarzy jest bardzo podobnie. Im więcej bodźców, tym słabsza percepcja. Tym słabsza reakcja i mniej adekwatne efekty. Zwróciliście państwo pewnie uwagę na to, że nasza, jakby to delikatnie powiedzieć, empatia, wyrozumiałość, możliwości reagowania na ludzi w ciągu dnia, szczególnie takiego dnia, który przeładowany jest kontaktem z ludźmi, spada i maleje. Rano jesteśmy dużo bardziej wyrozumiali, w stosunku do swoich bliźnich niż wieczorem. Świetnie wpisują się w to nauczyciele. Często z nimi rozmawiam. Na pierwszej, drugiej lekcji to są jakby trochę inni nauczyciele niż na siódmej, ósmej. Zauważyliście państwo, że tak właśnie jest? Ich zdolność do znoszenia wyskoków swoich podopiecznych dość gwałtownie maleje. Zresztą jak w przypadku wielu innych zawodów, które są obciążone kontaktami z ludźmi. My po prostu bardzo szybko ulegamy przeładowaniu. Najgorzej kiedy po takim dniu w pracy wracamy do domu. Czyli, w pewnym sensie, do tej grupy zbieracko-łowieckiej, czyli tam, gdzie czekają na nas ludzie, których twarze powinny być dla nas najbardziej znane, najważniejsze. One są najważniejsze. Tyle tylko, że wracamy do tych domów już tak przeładowani ową informacją na poziomie empatycznym przetwarzaną przez nasze mózgi przez cały czas, że kiedy nasi bliscy, na przykład nasze własne, osobiste dziecko w kuchni zrobi coś trywialnego, typu rozbije nikomu niepotrzebny kubek albo rozleje mleko, to wiecie państwo jaka jest nasza reakcja na to, skądinąd zupełnie trywialne, zjawisko. Chcielibyśmy usłyszeć stwierdzenie: "No tak, nic się nie stało, spokojnie, posprzątamy, będzie wszystko OK". Nie będę może mówił, jak to wygląda w rzeczywistości. Nie będę, państwo to rozumieją doskonale. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy się z tym stykamy. Ale zwróciliście państwo uwagę, że nasza reakcja jest zdecydowanie powyżej tego, co naprawdę się dzieje? Zdecydowanie zbyt intensywna, zbyt agresywna. Jest tak dlatego, że nasze systemy są po prostu przeładowane. Potem przychodzi refleksja i zaczyna się dyskusja typu: "Co ze mnie za ojciec? Co ze mnie za matka? Wszystkim ludziom wcześniej mogłem tę cierpliwość i tę wyrozumiałość dać, a swojemu własnemu dziecku nie". Kłopot, drodzy państwo, ale muszę od razu powiedzieć, to nie jest wasza wina. Oczywiście pamiętajcie też państwo, że nauki przyrodnicze, a neurobiologia do nich się zalicza, wyjaśniają zjawiska, a nigdy ich nie usprawiedliwiają. To tak tylko na marginesie, żeby się potem nie usprawiedliwić mechanizmem. Ale tak, my jesteśmy takim gatunkiem i tego typu obciążenia są dla nas charakterystyczne. Żadna terapia rodzinna, psychoterapia ani tym bardziej farmakoterapia nie pozbawi państwa tej reakcji. To po prostu tak jest. Co prawda jest jeden lek, który moglibyśmy zastosować. To samotność. Tylko problem polega na tym, że nasze archaiczne mózgi nigdy samotności nie chciały i nasze współczesne też nie chcą. Kiedy wracacie państwo do domu, najlepiej byłoby się zamknąć na około 20-30 minut w pokoju i wtedy rzeczywiście moglibyśmy przywrócić ów stan do względnej używalności, stan naszych systemów analizy twarzy, analizy emocji. Rzecz tylko w tym, że my przychodzimy i mówimy: "Dajcie mi spokój. Ja sobie obejrzę swój ulubiony serial". Ale oglądając ten serial, co dostajemy? Kolejne setki twarzy o bardzo wyraźnej mimice, które przeładowują w kolejnym stopniu nasze systemy. Więc drodzy państwo: lokalnie. My nie jesteśmy w stanie odpowiadać na potrzeby globalnych wyzwań. To znaczy, nie jesteśmy na poziomie biologicznym. Rzeczywiście nasze wspaniałe, fenomenalne, ogromne, skądinąd świetnie wyposażone mózgi, działają, przetwarzają informacje, są gotowe na sprostanie wyzwaniom, do których powstały, ale źle sobie radzą z nadmiarem. Nie tylko zresztą innych ludzi. Nadmiar pożywienia to też problem, prawda? Mamy setki przystosowań do znoszenia głodu, behawioralnych, fizjologicznych i tak dalej, ale ani jednego przystosowania, który mógłby nas obronić przed pełną lodówką. To jest poza naszymi biologicznymi możliwościami. Dlaczego? Dlatego, że nadmiaru pożywienia nigdy w przeszłości ewolucyjnej nie było, więc nie powstały mechanizmy, które pozwalałyby sobie z tym radzić. Podobnie jest z nadmiarem ludzi. 100 tys. osób to jest coś, z czym biologia naszego gatunku poradzić sobie nie może. Ale na szczęście te genialne, wspaniałe, ogromne mózgi stworzyły nowe piętro funkcjonalne, nowy obszar, nową płaszczyznę ewolucji, w której nowy replikator, replikator kulturowy, tak zwany mem, zaczyna rozgrywać swoją własną grę. W ten sposób tworzy się nowa płaszczyzna odpowiedzi na wyzwania środowiskowe. Zupełnie inna niż biologia. To kultura drodzy państwo. I w tej kulturowej rzeczywistości znajdujemy odpowiedzi na bardzo wiele pytań, na które nie możemy znaleźć odpowiedzi w naszej biologii. Ale to jest już zupełnie inna historia. Dziękuję bardzo za uwagę. (Brawa)