Prumsodun Ok
1,209,332 views • 10:38

"Robam kbach boran", czyli rodzaj klasycznego tańca khmerskiego, liczy już ponad 1000 lat. Był rodzajem modlitwy w ruchu o deszcz, płodność, które zapewniały dobrobyt rolniczemu społeczeństwu. Tancerzami byli zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Służyli w świątyniach, gdzie pełnili rolę żywych pomostów między niebem a ziemią. Przez taniec zanosili modły ludzi do bogów. Bóstwa przekazywały swoją wolę tancerzom, a ci następnie przekazywali ją ludowi.

Khmerski taniec jest pełen wygięć. Zginamy kręgosłupy, uginamy kolana, zawijamy palce stóp. Łokcie są bardzo elastyczne, a palce wyginają się w drugą stronę. Wszystkie te wygięcia przypominają węża. Jest to bardzo ważne, bo przed wprowadzeniem głównych religii Khmerowie, podobnie jak reszta świata, praktykowali animizm. Węże były szczególnie ważne dla tego systemu wierzeń, ponieważ ich płynne, wężowe ruchy przywodzą na myśl strumień wody. Żeby przywołać węża w ciele, trzeba było wyczarować obraz przecinających ziemię rzek, wzbudzić przepływ życiodajnej wody.

Jak widzicie khmerski taniec klasyczny to transformacja natury, świata zewnętrznego i wewnętrznego, który tkwi w nas. Mamy cztery podstawowe ruchy rąk. Spróbujemy razem? Tak? To do dzieła.

To jest drzewo. Drzewo rośnie, a potem okrywa się liśćmi. Ukazują się liście, a potem kwiaty. Po kwiatach pojawiają się owoce. Owoce spadają na ziemię. Rośnie kolejne drzewo. Te cztery gesty symbolizują cykl życia.

Potem stosuje się te cztery gesty, żeby stworzyć język, za pomocą którego tancerze wyrażają samych siebie. Na przykład mogę powiedzieć "ja". "Ja". W tańcu będzie to wyglądało tak. "Ja". Mogę też rzec: "Hej ty! Chodź tutaj!". A tańcu wygląda to tak: "Chodź tutaj". albo "Idź, idź".

(Śmiech)

"Idź". Wszystko, zaczynając od miłości, poprzez smutek, aż do...

(Tupanie)

gniewu, można wyrazić tańcem.

Jest w tym jakaś magia, w tym, jak wszystko się zmienia i składa w jedną całość, żeby stworzyć w sztuce nieograniczone możliwości. Khmerskie słowo na sztukę, "silapak", pierwotnie oznaczało "magię". Artysta, czyli silapakar czy też silapakarani, jest niczym magik. Z dumą mogę powiedzieć, że należę do długiej linii magików, zaczynając od mojej nauczycielki, Sophiline Cheam Shapiro, przez jej nauczycieli, którzy brylowali na królewskim dworze, przez starożytnych tancerzy w Angkor i przez dawnych mieszkańców wsi, którzy jako pierwsi tchnęli w tę formę sztuki życie.

Niestety nasze wspaniałe dziedzictwo już raz zniszczono niemal doszczętnie. Jeśli nosicie okulary, wstańcie. Jeśli znacie więcej niż jeden język, wstańcie. Jeśli macie jasną skórę, wstańcie. Nosicie okulary, więc stać was na lekarza. Jeśli znacie dwa, trzy języki, to znaczy, że jesteście dobrze wykształceni. Jeśli macie jasną skórę, to znaczy, że nie musicie pracować na słońcu. Podczas rządów Czerwonych Khmerów, które panowały w Kambodży w latach 1975-1979, wszyscy bylibyśmy teraz martwi za to, że jesteśmy rzekomo uprzywilejowani. Widzicie, Czerwony Khmerzy patrzyli na Kambodżę i widzieli wieki rażącej nierówności. Król i otaczająca go elita mieli dostęp do wszystkich zasobów, podczas gdy miażdżąca większość pracowała ponad siły i żyła w nędzy. Nie trzeba znać się na historii, żeby wiedzieć, że to prawda.

Khmerskie słowo na "ja", na "mnie" brzmi "khnhom". To samo słowo może też oznaczać niewolnika. Tancerzy określano w istocie jako "knhom preah robam", czyli "niewolników świętego tańca". Czerwoni Khmerzy chcieli znieść niewolnictwo w Kambodży, ale zamiast tego wszystkich uczynili niewolnikami. Sami stali się oprawcami, choć chcieli znieść niewolnictwo. Ewakuowali stolicę i wtłoczyli ludzi do obozów pracy. Rozdzielali rodziny, nastawiali dzieci przeciwko rodzicom. Ludzie umierali i byli mordowani. Tracili życie z powodu choroby, przepracowania, morderstw i głodu. W efekcie znikła jedna trzecia ludności Kambodży i to w ciągu niecałych czterech lat. Wśród zmarłych znalazło się 90% khmerskich tancerzy. Innymi słowy 9 na 10 artystów straciło życie, a byli uosobieniem tradycji i przyszłości.

Jednak na szczęście nauczycielki moich nauczycieli, Chea Samy, Soth Sam On and Chheng Phon, doprowadziły do odrodzenia tej formy sztuki z popiołów i zniszczeń po jednym uczeniu, jednym geście, jednym tańcu na raz. Wpisały miłość, magię, piękno, historię i filozofię, które nas określały, w ciała przyszłego pokolenia.

Prawie czterdzieści lat później khmerski taniec klasyczny znowu przeżywa rozkwit. Jednak nadal jest zagrożony. Tragiczne efekty wojny nadal prześladują Khmerów. To tkwi w naszych ciałach. To widać w naszych genach, cierpimy na zespół stresu pourazowego. Całe pokolenia tkwią w nędzy. Istnieje przepaść kulturowa i bariery językowe.

Jednak piękno jest najbardziej żywotne. Piękno może kwitnąć w każdym miejscu, o każdej porze. Piękno łączy ludzi przez czas i miejsce. Piękno wyzwala od cierpienia. Khmerscy artyści chcą tchnąć życie w naszą kulturę i kraj. Uważamy, że wiele ścieżek prowadzi ku przyszłości. W naszej tradycji często nie znamy imion tancerzy, nie wiemy, kim byli, jak wyglądało ich życie, jakie uczucia im towarzyszyły, więc chciałbym, żebyśmy uczciwie i otwarcie odeszli od "khnhom". Khnhom nie byłby niewolnikiem, ale świadomym sługą. Khnhom: "Ja". "Mnie". "Rozkwitam".

Nazywam się Prumsodun Ok. Jestem Khmerem i jestem Amerykaninem. Jestem dzieckiem uchodźców, twórcą, uzdrowicielem, budowniczym mostów. Jestem pierwszym męskim uczniem moich nauczycielek, a w tradycji nauczano głównie kobiety. Założyłem w Kambodży pierwszą szkołę tańca dla homoseksualistów. Jestem wcieleniem piękna, snów i siły tych, którzy byli przede mną. Zbliżeniem przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, jednostki i społeczeństwa.

Pozwólcie, że wcielę się w pradawną i ponadczasową rolę artysty i posłańca. Przekażę wam słowa Chhenga Phona. "Ogród, w którym rośnie tylko jeden rodzaj kwiatów albo kwiaty w jednym kolorze, nie jest dobrym ogrodem". To przypomina nam o tym, że nasza siła, rozwój, przetrwanie, nasza egzystencja opierają się na różnorodności. To także przesłanie o odwadze. Kwiaty nie proszą o pozwolenie na rozkwit. Narodziły się, żeby ofiarować się światu. Ich naturą jest nieustraszona miłość.

Dziękuję.

(Brawa)