Matthieu Ricard
8,588,483 views • 20:54

Dzięki globalizacji znajdujemy dziś puszki po coli na szczycie Everestu i buddyjskiego mnicha w Monterey. (Śmiech) Przyjechałem 2 dni temu z Himalajów. Chcę was zaprosić w Himalaje i pokazać miejsce, gdzie przez medytację, ja, były biolog molekularny z Instytutu Pasteura, odnalazłem drogę w góry.

Mam tu kilka zdjęć, które poszczęściło mi się zrobić. To pięknie położony Szczyt Kailash we wschodnim Tybecie. A to z krainy Malboro. (Śmiech) To jest Tukusowe Jezioro. Medytujący mnich. A to najgorętszy dzień roku w Tybecie, pierwszy sierpnia. Gdy wieczorem rozbijaliśmy obóz, koledzy z Tybetu powiedzieli: "Śpimy na dworze." Pytam: "Czemu? W namiocie starczy miejsca." "Tak, ale jest lato." odpowiedzieli. (Śmiech)

Będziemy rozmawiać o szczęściu. Jako Francuz przyznam, że wielu francuskich intelektualistów uważa szczęście za całkiem nieciekawe. (Śmiech) Napisałem esej o szczęściu, który wywołał kontrowersje. Ktoś zripostował: "Nie waż narzucać nam brudów szczęścia." (Śmiech) "Nie obchodzi nas szczęście. Chcemy żyć z pasją! Lubimy wzloty i upadki życia. Lubimy cierpienie, bo to cudownie, gdy czasem ustępuje." (Śmiech)

To jest widok z balkonu mojej pustelni w Himalajach. Ma może 6 m2. Zapraszam w każdej chwili. (Śmiech)

Przejdźmy do szczęścia czy dobrobytu. Mimo twierdzeń francuskich intelektualistów, chyba nikt nie budzi się rano myśląc: "Jak by tu przecierpieć cały dzień?" (Śmiech) Czyli jakiś sposób, świadomie czy nie, wprost lub pośrednio, krótko- lub długo- terminowo, wszelkie nasze działania, nadzieje i marzenia są związane z głębokim pragnieniem szczęścia. Jak powiedział Pascal: nawet samobójca szuka ulgi w cierpieniu; nie znajduje innej drogi. Jednak w literaturze Wschodu i Zachodu znajdujemy mnóstwo różnych definicji szczęścia. Niektórzy mówią: wierzyłem tylko w pamięć o przeszłości, wyobrażenia przyszłości, nigdy w teraźniejszość. Niektórzy mówią, że szczęście jest teraz, że jest świeżością obecnej chwili. To sprawiło, że francuski filozof, Henri Bergson powiedział: "Żaden wielki myśliciel nie definiuje jasno szczęścia, by każdy z osobna mógł zrobić to wg własnych zasad."

Zgodziłbym się z tym, gdyby w życiu szczęście było na drugim planie. Jednak, jeśli to szczęście decyduje o jakości każdej chwili życia, lepiej wiedzieć czym jest. Mieć jaśniejsze pojęcie. Prawdopodobnie ta niewiedza sprawia, że tak często, choć szukamy szczęścia, odwracamy się do niego plecami. Choć chcemy uniknąć cierpienia, niemal do niego dążymy. Może to wynikać z pewnych nieporozumień.

Najczęstszym z nich jest mylenie szczęścia z przyjemnością. Jeśli przyjrzymy się ich cechom, przyjemność zależy od czasu, obiektu i miejsca. Jej natura się zmienia. Piękny tort czekoladowy: pierwsza porcja jest przepyszna, druga taka sobie, a potem zaczynamy czuć obrzydzenie. (Śmiech) To naturalne, że rzeczy stają się męczące. Byłem fanem Bacha. Grałem Bacha na gitarze. Mogę tego słuchać 2, 3, 5 razy. Gdybym musiał go słuchać cały czas, stałby się nużący. Gdy jest ci zimno, podchodzisz do ognia, jest wspaniale. Po chwili odsuwasz się, potem zaczyna palić. Przyjemność wyczerpuje się w trakcie doświadczania. Po za tym przyjemność nie emanuje na zewnątrz. Można czuć intensywną przyjemność, podczas gdy inni wokół cierpią.

Czym wobec tego jest szczęście? Szczęście to niejasne słowo. Mówmy o dobrym samopoczuciu. Najlepsza buddyjska definicja mówi, że dobre samopoczucie nie jest tylko przyjemnym doznaniem. Jest głębokim poczuciem spokoju i spełnienia. Stanem, który leży u podstaw i przenika wszystkie stany emocjonalne, wszystkie radości i smutki, których doświadczamy. Może was to zaskoczy. Czy można dobrze się czuć będąc smutnymi? Czemu nie? Mowa o innym poziomie odczuwania.

Spójrzcie na fale u brzegu. Na dnie fali, sięgacie dna. Uderzacie w litą skałę. Surfując na górze, jesteście w euforii. W przejściu z euforii do depresji nie ma głębi. Na otwartym morzu, jest i piękny, spokojny jak lustro ocean, i burze, ale głębia pozostaje taka sama, niezmienna. Jak to możliwe? To może być tylko stan, nie zaś przelotna emocja. Nawet nie radość, która może być początkiem szczęścia. Ale jest też nikczemna radość na widok cudzego cierpienia.

Jak poszukujemy szczęścia? Bardzo często szukamy go na zewnątrz. Sądzimy, że jeśli uzbieramy to i owo, spełnimy warunki. Mówimy: wszystko, co potrzebne do szczęścia. Mieć wszystko potrzebne do szczęścia. Samo to zdanie ujawnia, że szczęście jest skazane na zagładę. Mieć wszystko. Jeśli coś przegapimy - klęska. Kiedy coś idzie źle, staramy się naprawić tą zewnętrzną fasadę ale kontrola nad zewnętrznym światem jest ograniczona, chwilowa i często iluzoryczna. Spójrzmy na warunki wewnętrzne. Czyż nie są pewniejsze? Czyż to nie umysł zamienia zewnętrzne warunki w szczęście lub nieszczęście? Czyż to nie jest silniejsze? Wiemy z doświadczenia, że możemy być w tak zwanym raju od wewnątrz wciąż będąc nieszczęśliwymi.

Dalajlama był raz w Portugalii. Wszędzie coś budowano. Pewnego wieczoru powiedział "Robicie tyle rzeczy, może warto zbudować też coś od wewnątrz?" "Inaczej nawet w nowoczesnym mieszkaniu na setnym piętrze super-nowoczesnego i wygodnego budynku ktoś głęboko nieszczęśliwy będzie tylko szukał okna, żeby z niego wyskoczyć." A teraz coś zgoła odmiennego. Znamy wielu ludzi, którzy w trudnych warunkach umieją zachować spokój, wewnętrzną siłę, wolność oraz pewność siebie. Jeśli wewnątrz jesteśmy silni psychicznie, zewnętrzne warunki nadal graja rolę i wspaniale jest żyć dłużej, zdrowiej mieć dostęp do informacji, edukacji, podróży, niezależności - to wszystko jest bardzo pożądane. Ale to nie wystarczy. To tylko dodatki, warunki. Doświadczenie, które wszystko interpretuje, jest w umyśle. Jak zatem pielęgnować stan umysłu niezbędny do szczęścia? Które z warunków wewnętrznych mogą szczęściu zaszkodzić? Do tego trzeba trochę doświadczenia.

Musimy wiedzieć, że niektóre stany ducha sprzyjają rozkwitowi i dobremu samopoczuciu, które Grecy nazywali eudaimonia, 'rozkwit'. Inne znów szkodzą dobremu samopoczuciu. Wiemy z własnego doświadczenia, że złość, nienawiść, zazdrość, arogancja, żądza, zaborczość, nie zostawiają nas w dobrym stanie. Szkodzą też szczęściu innych ludzi. Im bardziej wdzierają się do naszego umysłu, tym bardziej, jak w reakcji łańcuchowej, czujemy się udręczeni. I na odwrót: każdy wie, że akt bezinteresownej wielkoduszności, na odległość, bez rozgłosu, może uratować życie dziecku lub kogoś uszczęśliwić. Nie potrzebujemy uznania ani wdzięczności. Sam uczynek daje poczucie zjednoczenia z głębią natury. Chcielibyśmy zawsze tak się czuć.

Czy zmiana stylu życia, transformacja umysłu jest możliwa? Czy negatywne lub niszczące emocje są nieodzowne dla umysłu? Czy można zmienić emocje, cechy, nastroje? Musimy zapytać: na czym polega umysł? Z perspektywy eksperymentalnej, podstawową właściwością świadomości jest akt rozpoznania i zauważania. Świadomość jest jak lustro odbijające różne obrazy. Może pokazywać piękne lub brzydkie twarze. Lustro na to pozwala nie ponosząc szkody, obrazy go nie zmieniają. Podobnie z myślami: za każdą kryje się czysta, naga świadomość. Taka jest natura. Nie można jej skalać nienawiścią lub zazdrością, bo istnieje zawsze, jak farba barwiąca cały materiał, zawsze by się gdzieś znajdowała. Nie zawsze jesteśmy rozgniewani, zazdrośni czy hojni.

Podstawowym materiałem świadomości jest czyste poznanie, co odróżnia ją od kamienia. Emocje są ulotne, dlatego możliwość zmiany zawsze istnieje. To jest grunt pod trening umysłu. Zakładamy, że dwa przeciwne stany umysłowe nie mogą współistnieć. Można przejść od miłości do nienawiści. Ale nie w tym samym czasie, względem tego samego obiektu tej samej osoby. Nie można chcieć krzywdzić i pomagać. Nie da się tym samym gestem powitać i uderzyć. Istnieją naturalne antidota na emocje, które są niszczące dla dobrego samopoczucia. Tak należy postępować. Radość zamiast zazdrości. Wewnętrzna wolność zamiast intensywnej zaborczości i obsesji. Uczynność, życzliwość zamiast nienawiści. Każda emocja potrzebowałaby własnego antidotum.

Można znaleźć antidotum na wszystkie emocje, wystarczy przyjrzeć się naturze. Gdy czujemy nienawiść, zdenerwowanie lub irytację, albo coś nas dręczy, cały czas wracamy do tego myślą. Wracając wzmacniamy obsesję czy irytację. Ten proces napędza się sam. Zamiast patrzeć na zewnątrz, patrzymy do wnętrza. Przyglądamy się istocie gniewu. Wygląda groźnie, jak skłębiona monsunowa chmura, lub burza z piorunami Wygląda, jakby dało się na niej usiąść, ale to tylko mgła. Podobnie, jeśli przyjrzeć się myśli o gniewie, to zniknie jak szron w porannych promieniach słońca. Jeśli będziemy to powtarzać, skłonność,do wybuchów gniewu będzie maleć z każdym razem, aż zaniknie. Może pojawi się jeszcze, ale tylko przelotnie, jak ptak przecinający przestworza, nie pozostawiając śladu. Na tym polega główna zasada treningu umysłu.

Oczywiście, to trwa. W końcu trzeba było czasu, żeby nasze wady, tendencje powstały, więc ich rozkład też potrwa. Ale to jedyna droga. Transformacja umysłu jest istotą medytacji. Oznacza przyswojenie nowego sposobu bycia, nowego postrzegania, które jest bliższe rzeczywistości, wraz ze współzależnością, z ciągłą transformacją, którą jest nasz byt i nasza świadomość.

Kognitywistyka a plastyczność umysłu, o tym, zdaje się, mieliśmy mówić... Choć mamy mało czasu. Zakładano, że mózg jest mniej więcej stały. Wszystkie połączenia, wyrażone w liczbach i ilościach wydawały się do lat 90. mniej więcej ustalone, u dorosłych. Ostatnio okazało się, że umysł może się znacznie zmienić. U skrzypka, po 10 tys. godzin ćwiczeń, rejon mózgu odpowiedzialny za ruchy palców bardzo się zmienia, wzmacniając połączenia między synapsami. Czy można tak zrobić z cechami osobowości? Z życzliwością, cierpliwością, otwartością?

Tak robili wielcy medytatorzy. Kilku z nich przyjechało do laboratoriów w Madison, Wisconsin czy Berkley. Medytowali od 20 do 40 tys. godzin. Podczas 3-letniego odosobnienia medytują 12 godzin dziennie. Potem będą medytować od 3 do 4 godzin dziennie. To prawdziwi mistrzowie olimpijscy trenowania umysłu. (Śmiech) To miejsce medytacji, jak widzicie, całkiem inspirujące. A tutaj z 256 elektrodami. (Śmiech)

No i co znaleźli? Oczywiście, to samo. Naukowe embargo - jeśli kiedyś było przedłożone Naturze o ile szczęście dopisze, będzie zaakceptowane. Ma do czynienia z bezwarunkowym współczuciem. Poprosiliśmy osoby medytujące od wielu lat by wprowadzili się w stan, w którym odczuwają tylko życzliwą dobroć, całkowitą otwartość dla czujących istot. Podczas treningu, ćwiczymy z obiektami. Myślimy o ludziach cierpiących, i o tych, których kochamy, ale niekiedy możemy wejść w stan przenikający wszystko. Oto wstępne wyniki. Już je wcześniej prezentowano. Ten rozkład normalny pokazuje 150 jednostek, u których sprawdzano różnice między prawym i lewym płatem czołowym. Ci z bardziej aktywnym płatem czołowym są przygnębieni, zamknięci w sobie. Nie zgłaszają wielu pozytywnych uczuć. Inaczej jest po stronie lewej: tendencja do altruizmu, do szczęścia, do uzewnętrzniania, ciekawości i tak dalej. Istnieje więc linia podstawowa. I można ją zmieniać. Gdy oglądasz komedię, odchylenie jest na lewo. Jeśli coś cię uszczęśliwia, znów wychylenie na lewo. Jeśli masz napad depresji, będziesz szedł na prawo. Tutaj, -0.5 jest całkowitym odchyleniem standardowym osoby medytującej o współczuciu. To całkowicie wykracza poza rozkład normalny.

Nie mamy czasu na zgłębianie różnych rezultatów badań, które, mam nadzieję, się pojawią. To wyniki 3,5-godziny rezonansu magnetycznego (MRI). Przypomina wychodzenie ze statku kosmicznego. Dowiedziono też w innych laboratoriach, np. Paula Ekmana w Berkley, że medytujący potrafią kontrolować reakcje emocjonalne bardziej, niż się wydaje. Jak w przypadku eksperymentów ze strachem. Kiedy facet z różnymi przyrządami mierzącymi fizjologię usłyszy coś jak wybuch bomby, reaguje instynktownie. W ciągu 20 lat nie widzieli nikogo, kto by nie podskoczył. Medytujący nie próbowali powstrzymywać reakcji, lecz ponieważ byli całkowicie otwarci, uznali wybuch za wydarzenie w rodzaju spadającej gwiazdy, i potrafili nie poruszyć się wcale.

Nie chodzi o robienie cyrku gdzie pokazujemy wyjątkowe jednostki potrafiące skakać. Chodzi o dowiedzenie, że trening umysłu ma znaczenie. Nie jest tylko zbytkiem. Nie jest witaminowym suplementem dla umysłu. Decyduje o jakości każdej chwili życia. Jesteśmy gotowi spędzić 15 lat na zdobycie wiedzy. Uwielbiamy uprawiać jogging i fitness. Robimy różne rzeczy dla zachowania urody. Ale zaskakująco mało zajmujemy się tym, co najważniejsze: jak działa umysł, choć to naprawdę decyduje o jakości przeżyć.

Trzeba zaprząc współczucie do dzieła. Staramy się to robić w różnych miejscach. Nawet ten jeden przykład jest wart wiele wysiłku. Kobieta z gruźlicą kości, sama w namiocie, umarłaby wraz z jedyną córką. A po roku, wygląda już tak. A to inne szkoły i kliniki, którymi zajmowaliśmy się w Tybecie

Zostawię was z pięknem tych widoków, więcej mówiących o szczęściu, niż sam bym potrafił. I skaczący tybetańscy mnisi. (Śmiech) Latający mnisi. Bardzo wszystkim dziękuję.