4,293,230 views • 20:06

Wszyscy dziś mówią o szczęściu. Ktoś liczył książki ze "szczęściem" w tytule, opublikowane w ciągu ostatnich 5 lat. Poddał się po 40, a jeszcze wiele zostało. Temat szczęścia budzi wielkie zainteresowanie także wśród naukowców. Mamy trenerów od szczęścia. Wszyscy chcą być szczęśliwi. Ale mimo badań na temat szczęścia, istnieje kilka pułapek poznawczych, które uniemożliwiają obiektywne spojrzenie na szczęście.

O tym będę dziś mówić. Dotyczy to laików rozważających szczęście, jak i naukowców myślących o szczęściu, bo jesteśmy pokręceni jak wszyscy inni. Pierwsza pułapka to opór przed uznaniem złożoności zjawiska. Okazuje się, że słowo "szczęście" traci przydatność, bo stosujemy je do zbyt wielu rzeczy. Możnaby je ograniczyć do konkretnego znaczenia ale w większości przypadków musimy się poddać i przyjąć bardziej kompleksowe spojrzenie na zjawisko szczęścia. Kolejna pułapka to mylenie doświadczeń z pamięcią, czyli uczucia szczęścia, z ogólnym zadowoleniem z życia. z ogólnym zadowoleniem z życia. To dwie zupełnie różne koncepcje, wtłoczone w pojęcie szczęścia. Trzecią pułapką jest złuda skupienia. Niestety nie umiemy myśleć o okolicznościach oddziałujących na samopoczucie bez zniekształcania ich wartości. To prawdziwa pułapka kognitywna. Nie da się z niej wydostać.

Zacznę od przykładu uczestnika pewnej sesji pytań i odpowiedzi po jednym z moich wykładów. Mówił o nagraniu pewnej symfonii. Mówił o nagraniu pewnej symfonii. Przepiękna muzyka, ale na sam koniec nagrania wkradł się okropny skrzek. Z patosem dodał, że zniszczyło mu to całe doświadczenie. A to przecież nieprawda. Zepsuło jedynie wspomnienie doświadczenia. Doświadczenie przecież miał. Doświadczył 20 minut fenomenalnej muzyki. Straciły całe znaczenie, bo w pamięci pozostał niesmak. Wspomnienie zostało zrujnowane a tylko wspomnienie mu pozostało.

Ten przypadek mówi nam, że możemy myśleć o sobie jako o dwóch jaźniach. Istnieje jaźń doświadczająca, która żyje w teraźniejszości, zna teraźniejszość, jest w stanie przeżywać przeszłość, ale w istocie wciąż tkwi w teraźniejszości. Do tej jaźni zwraca się lekarz pytając: Do tej jaźni zwraca się lekarz pytając: "Boli, kiedy tu dotykam?" Po drugie mamy jaźń pamiętającą, która notuje wyniki, prowadzi opowieść naszego życia. Do tej jaźni zwraca się lekarz pytając na przykład: "Jak się miewasz ostatnio?" albo "Jak się udała wycieczka do Albanii?" itp. Są to dwie zupełnie różne jaźnie, doświadczająca i pamiętająca, a ich mylenie prowadzi do bałaganu związanego z postrzeganiem szczęścia.

Jaźń pamiętająca to narrator. Jaźń pamiętająca to narrator. Pojawia się podczas eksploracji wspomnień, bez chwili zwłoki. Nie musimy przywoływać historii. Pamięć wciąż nas nimi zasypuje. Tylko historia zostaje nam po doświaczeniach. Tylko historia zostaje nam po doświaczeniach. Pozwólcie, że przytoczę przykład. To już stare badania. Pacjenci przechodzili bolesny zabieg, obecnie już bezbolesny, ale nie był taki w latach 90-tych. Pacjenci co minutę oceniali natężenie bólu. Oto dwoje takich pacjentów i ich zapisy. Który z nich bardziej cierpiał? To dość proste pytanie, ewidentnie pacjent B. Jego kolonoskopia trwała dłużej. Przecierpiał tyle samo co pacjent A, plus jeszcze trochę.

Ale kolejne pytanie jest takie: "Jak pacjenci oceniali własne cierpienie?" I tu niespodzianka: otóż pacjent A ma dużo gorsze wspomnienia z kolonoskopii, niż pacjent B. Ich historie różniły się, bo w historii bardzo ważne jest zakończenie. Żadne nie jest szczególnie zachęcające, ale jedno jest wyjątkowe ... (Śmiech) ale jedna miała dużo gorsze zakończenie. W tej gorszej ból nasilił się pod koniec badania. Niemiła historia. Skąd to wiemy? Pytaliśmy o to tuż po zabiegu i dużo później, Pytaliśmy o to tuż po zabiegu i dużo później, jak oceniają przykrość całego doświadczenia. Przykrość pacjenta A przewyższała pacjenta B.

Jest to bezpośredni konflikt między doświadczeniem a wspomnieniem. Z punktu widzenia doświadczenia, pacjent B miał ewidentnie gorzej. Co zrobić z pacjentem A? Przeprowadziliśmy badania kliniczne i znaleziono sprawdzony sposób. Można przedłużyć kolonoskopię pacjenta A trzymając rurkę w środku bez szarpania. Pacjent będzie cierpiał, ale nieznacznie, Pacjent będzie cierpiał, ale nieznacznie, a na pewno mniej niż poprzednio. Robiąc tak przez kilka minut, powodujemy dyskomfort jaźni doświadczającej pacjenta, ale zdecydowanie poprawiamy mu wspomnienia, ale zdecydowanie poprawiamy mu wspomnienia, bo obdarowaliśmy go lepszą historią całego wydarzenia. lepszą historią całego wydarzenia. Co tworzy historię? Sprawdza się to w odniesieniu do historii, którymi karmi nas pamięć, i do tych, które wymyślamy sami. Przebieg historii definiują zmiany, znaczące momenty i zakończenie. Zakończenia są szczególnie ważne; w tym przypadku, zakończenie zdominowało resztę.

Jaźń doświadczająca trwa nieprzerwanie. Jaźń doświadczająca trwa nieprzerwanie. Doświadcza przeżyć, jednego po drugim. Co się z nimi dzieje? Odpowiedź jest dość prosta: giną na zawsze. Większość chwil życia, i wliczam tu psychologiczne "teraz", trwa podobno 3 sekundy. W ciągu przeciętnego życia przeżywamy "teraz" około 600 milionów razy, 600 tysięcy miesięcznie. Większość nie zostawia śladu. Większość jest całkowicie ignorowana przez jaźń pamiętającą. A jednak wydaje się, że powinny się liczyć, że przecież każdy z tych momentów to nasze życie, ograniczone źródło, które wyczerpujemy podczas swojej egzystencji. To, jak przeżywamy życie wydaje się ważne, ale nie równoznaczne z opowieścią snutą dla nas przez pamiętającą jaźń.

A więc mamy jaźń pamiętającą i jaźń doświadczającą, które różnią się od siebie. Największą różnicą między nimi jest postrzeganie czasu. Z punktu widzenia jaźni doświadczającej, gdy podczas wakacji drugi tydzień jest równie dobry jak pierwszy, wówczas dwutygodniowe wakacje są 2 razy lepsze niż podobne, 1-tygodniowe. Rzecz się ma inaczej dla jaźni pamiętającej. Dla niej dwutygodniowe wakacje są niewiele lepsze od jednotygodniowych bo nie dodają żadnych nowych wspomnień. Historia wakacji nie zawiera zmiany. W ten sposób czas jest bardzo konkretną zmienną, która odróżnia jaźń pamiętającą od jaźni doświadczającej. Czas trwania ma niewielki wpływ na historię.

Pamiętająca jaźń nie tylko zapamiętuje i odtwarza historie. Podejmuje także decyzje. Powiedzmy, że pacjent przeszedł 2 kolonoskopie u 2 różnych lekarzy. Teraz decyduje, którego z nich woli. Wybierze tego, którego wspomina "mniej źle". którego wspomina "mniej źle". Doświadczająca jaźń nie ma tu prawa głosu. Nie wybieramy więc między doświadczeniami, ale między wspomnieniami doświadczeń. I nawet kiedy myślimy o przyszłości, rzadko robimy to pod kątem doświadczeń. Myślimy o niej jako o przyszłych wspomnieniach. Można na to patrzeć, jak na swoistą tyranię pamiętającej jaźni i wyobrażać sobie, że ciągnie ona jaźń przeżywającą przez doświadczenia, których tak naprawdę nie potrzebuje.

Mam wrażenie, że kiedy jedziemy na wczasy, często tak właśnie jest. Czyli jedziemy na wakacje, w bardzo dużej mierze w służbie naszej jaźni pamiętającej. Trudno powiedzieć, czemu tak się dzieje. Na ile korzystamy ze wspomnień? Tym wyjaśnia się czasem dominację pamiętającej jaźni. dominację pamiętającej jaźni. Myśląc o tym wspominam wyjazd na Antarktykę sprzed kilku lat, bezsprzecznie najlepszy w moim życiu. Wspominam go dość często w porównaniu do innych wyjazdów. Być może strawiłem na wspominaniu tej 3-tygodniowej wycieczki jakieś 25 minut w ciągu ostatnich 4 lat. Gdybym otworzył choć raz folder z 600 zdjęciami z tego wyjazdu, może dołożyłbym godzinę. Trzy tygodnie, a półtorej godziny. Spora rozbieżność. Może mam skrajne podejście do chęci korzystania ze wspomnień, ale nawet jeśli ktoś robi to częściej zachodzi pytanie: Czemu przywiązujemy tak wielką wagę do wspomnień w porównaniu do samych przeżyć?

Przeprowadźmy teraz eksperyment myślowy. Wyobraźcie sobie następne wakacje. Wiecie, że pod koniec wszystkie zdjęcia zostaną zniszczone, i dostaniecie pigułkę na zapomnienie, więc stracicie wszystkie wspomnienia. Nadal chcecie tam jechać? (Śmiech) Jeśli teraz wybieracie inne wakacje zachodzi konflikt między dwiema jaźniami, a my musimy wydać wyrok, który wcale nie jest oczywisty, bo myśląc kryteriami czasu wyciągamy jeden wniosek, a myśląc kryteriami wspomnień, wyciągamy inny. Wybór takich, a nie innych wakacji stawia nas w obliczu wyboru między dwiema jaźniami.

Dwie jaźnie przynoszą dwa pojęcia szczęścia. Istnieją dwie koncepcje szczęścia, zależne od jaźni. Jak szczęśliwa jest jaźń doświadczająca? Jak szczęśliwe dla tej jaźni są poszczególne momenty życia? "Chwilowe szczęście" to dość skomplikowany proces, bo które emocje da się zmierzyć? Obecnie jesteśmy w stanie dość dokładnie zrozumieć chwile szczęścia jaźni doświadczającej. W szczęściu z perspektywy pamięci, sprawa ma się zupełnie inaczej. Nie chodzi o to, jak szczęśliwie ktoś żyje, ale o to, ile satysfakcji i zadowolenia doznaje myśląc o swoim życiu. Zupełnie inne pojęcie. Każdy, kto nie rozróżnia tych pojęć popsuje badania nad szczęściem. Ja należę do grupy która od dawna psuje wyniki badań nad szczęściem właśnie w ten sposób.

Różnica między szczęściem jaźni doświadczającej, a satysfakcją jaźni pamiętającej, została ostatnio rozpoznana i obecnie staramy się mierzyć je osobno. Instytut Gallupa prowadzi ogólnoświatowe badanie ponad pół miliona ludzi. Pytano ich, co myślą o własnym życiu i o swoich doświadczeniach. Czyniono też inne starania w tym kierunku. Ostatnio dowiadujemy się coraz więcej o szczęściu dwóch jaźni. Dowiedzieliśmy się przede wszystkim, że bardzo się różnią. Można znać poziom czyjegoś zadowolenia z życia, jednocześnie nie wiedząc prawie nic na temat tego, jak szczęśliwie żyje i vice versa. Żeby dać punkt odniesienia, powiem, że korelacja wynosi około 0.5. To znaczy, że jeśli poznajemy kogoś, i słyszymy, że jego ojciec ma ponad 180cm, jak dużo mówi to o jego wzroście? Wiecie "coś" o jego wzroście, ale wiele pozostaje niejasne. Taka sama niejasność towarzyszy informacji że ktoś ocenił swoje życie na 8 z 10. Tyle samo jest niedopowiedzenia co do tego, jak szczęśliwe jest jego doświadczające ja. Tak więc korelacja jest niewielka.

Wiemy co nieco na temat tego, co zadowala jaźń szczęścia. Wiemy, że pieniądze są bardzo ważne, cele są bardzo ważne. Wiemy że szczęście oznacza głównie zadowolenie z ludzi, których lubimy, ze spędzania z nimi czasu. Są i inne przyjemności, ale ta dominuje. Chcąc zmaksymalizować szczęście obu jaźni, będziemy robić zupełnie różne rzeczy. Chodzi o to, że nie powinniśmy myśleć o szczęściu jak o zamienniku dobrego samopoczucia. Są to dwie zupełnie różne rzeczy.

Teraz, bardzo szybko, Nie potrafimy obiektywnie myśleć o szczęściu, bo skupiamy się na różnych rzeczach myśląc o życiu, a faktycznie żyjąc. Pytając jak szczęśliwi są ludzie w Kalifornii, nie dostaniemy poprawnej odpowiedzi. Zadając to pytanie, sądzisz, że w Kalifornii żyje się lepiej, jeśli mieszkasz np. w Ohio. (Śmiech) Dzieje się tak, bo myśląc o życiu w Kalifornii, porównujemy Kalifornię do innych miejsc, np. pod względem klimatu. Okazuje się, że klimat niewiele znaczy dla jaźni doświadczającej ani nawet dla jaźni wspominającej, która decyduje o poziomie szczęścia. Ponieważ jednak jaźń wspominająca dominuje, w rezultacie wielu ludzi przeprowadza się do Kalifornii. To ciekawe, co się dzieje z ludźmi jadącymi tam w poszukiwaniu szczęścia. Ich doświadczająca jaźń nie staje się szczęśliwsza. To wiemy. Jednak zaczną myśleć, że są szczęśliwsi, ponieważ kiedy o tym myślą, przypomina im się okropna pogoda w Ohio. Będą czuli, że podjęli dobrą decyzję.

Bardzo trudno nam myśleć obiektywnie o dobrobycie. mam nadzieję, że choć częściowo was o tym przekonałem.

Dziękuję.

(Oklaski)

Chris Anderson: Dziękuję. Mam pytanie. Dziękuję bardzo. W rozmowie przez telefon kilka tygodni temu wspomniałeś o niezwykle ciekawych wynikach tego badania Instytutu Gallupa. Czy możesz się z nami podzielić, skoro mamy jeszcze kilka chwil?

Daniel Kahneman: Oczywiście. Najciekawszą informacją z sondażu Gallupa jest liczba, której zupełnie nie oczekiwaliśmy. Chodzi tu o szczęście jaźni doświadczającej. Badaliśmy zmiany odczuć pod wpływem dochodów. Otóż przy dochodach poniżej 60 tys. dolarów rocznie, co w USA oznacza 600 tys. ludzi, duża, reprezentatywna grupa, poniżej 600 tys. dolarów rocznie...

CA: 60 tysięcy.

DK: 60 tysięcy. (Śmiech) poniżej tej kwoty ludzie są nieszczęśliwi, a im biedniejsi, tym bardziej nieszczęśliwi. Natomiast powyżej linia jest zupełnie pozioma. Rzadko widzi się tak poziome linie. Okazuje się, że pieniądze nie kupują szczęścia doświadczanego, ale ich brak przynosi cierpienie, które jesteśmy w stanie zmierzyć bardzo dokładnie. Jeśli chodzi o jaźń pamiętającą, historia wygląda inaczej. Im więcej pieniędzy, tym większa satysfakcja. I nie chodzi tutaj o emocjonalne szczęście.

CA: Ale w USA wszystkie dążenia dotyczą życia, wolności i szukania szczęścia. Jeśli ludzie potraktują tę informację serio, wywróci się do góry nogami wszystko w co wierzymy jak polityka podatkowa itd. Czy politycy, albo państwo w ogóle, mogą wziąć serio takie odkrycie i dostosować do niego politykę?

DK: Jest pewne uznanie dla roli badań nad szczęściem w polityce społecznej. W USA to uznanie idzie powoli, to nie podlega kwestii, ale w Wielkiej Brytanii i w innych krajach, już ma miejsce. Ludzie widzą, że powinni raczej myśleć o szczęściu ustalając politykę publiczną. Zajmie to sporo czasu. Ludzie będą się spierać, czy chcą badać uczucie szczęścia, czy zadowolenie z życia. Musimy ustalić to jak najwcześniej. Sposoby pomnażania szczęścia różnią się znacznie, w zależności od podejścia, oraz czy myślimy o jaźni pamiętającej, czy o jaźni doświadczającej. To wszystko wpłynie na politykę najbliższych lat. W USA staramy się mierzyć szczęście społeczeństwa. Myślę, że za 10 - 20 lat, włączymy te dane do statystyk narodowych.

CA: Ten problem powinien być tematem ciekawej dyskusji politycznej w ciągu najbliższych kilku lat. Dziękujemy za wynalezienie ekonomii behawioralnej. Dziękuję.