Bill Gates
36,207,790 views • 8:32

Gdy byłem dzieckiem, najbardziej obawialiśmy się wojny nuklearnej. Dlatego mieliśmy w piwnicy beczkę napełnioną puszkami z jedzeniem i wodą. Gdyby nadszedł atak nuklearny, mieliśmy zejść na dół, zadekować się i wyjadać z tej beczki.

Dzisiaj największe ryzyko globalnej katastrofy wcale nie wygląda tak. Tylko tak. Jeśli coś zabije ponad 10 milionów ludzi w ciągu najbliższych dekad, najprawdopodobniej będzie to wysoce zakaźny wirus a nie wojna. Nie pociski, ale mikroby. Częściową przyczyną są ogromne inwestycje w nuklearne straszaki przy znikomych nakładach na powstrzymanie epidemii. Nie jesteśmy gotowi na kolejną epidemię.

Przyjrzyjmy się Eboli. Wszyscy dużo czytaliście w prasie o trudnych wyzwaniach.

Przyjrzałem się temu dokładnie używając narzędzi do studia przypadków stosowanych do śledzenia walki z polio. Gdy przejrzeć się sytuacji, problemem nie był system, który działał zbyt słabo, po prostu brakowało systemu. W zasadzie brakuje kluczowych elementów.

Nie mieliśmy grupy epidemiologów, którzy pojechaliby zidentyfikować chorobę i szybkość jej rozprzestrzeniania. Raporty sporządzane były na papierze. Z opóźnieniem publikowano je online, były bardzo niedokładne. Brakowało lekarzy gotowych na podróż. Brakowało procedur przygotowania ludzi. Organizacja Lekarze bez Granic świetnie zarządzała wolontariuszami. A mimo wszystko, zbyt wolno przerzucaliśmy tysiące pracowników do zagrożonych krajów. A ogromna epidemia wymagałaby setek tysięcy pracowników. Nie było tam nikogo nadzorującego próby leczenia. Nikogo nadzorującego diagnozy. Nikogo, kto zadecydowałby jakich narzędzi użyć. Na przykład moglibyśmy pobrać krew ocalałych, przetworzyć ją i podać ludziom jako lek. Jednak nie było takiej próby.

Wielu rzeczy brakowało. I to jest globalna porażka. WHO powstało by monitorować epidemie, ale nie by robić to o czym mówiłem. W filmach jest inaczej. Jest zawsze grupa atrakcyjnych epidemiologów gotowych do akcji. Ruszają na miejsce, ratują świat, lecz to czyste Hollywood.

Brak przygotowania może spowodować, że następna epidemia będzie dużo groźniejsza niż Ebola. Popatrzmy na rozwój Eboli w tym roku. Około 10 000 ludzi zmarło. Prawie wszyscy pochodzili z trzech krajów zachodniej Afryki. Są trzy powody dlaczego nie rozprzestrzeniła się bardziej. Pierwszym jest heroiczna praca personelu medycznego. Odszukali chorych ludzi i zapobiegli kolejnym zarażeniom. Drugim jest natura wirusa. Ebola nie rozprzestrzenia się przez powietrze

i zanim zacznie być zaraźliwa większość ludzi będzie obłożnie chora. Po trzecie, nie dostała się do wielu miast. To po prostu było szczęście. Jeśli dostałaby się do większej liczby miast, zachorowań byłoby znacznie więcej.

Następnym razem możemy nie mieć tyle szczęścia. Pojawi się wirus, który pomimo zakażenia, pozwala czuć się na tyle dobrze by wsiąść do samolotu albo przejść się na rynek. Źródłem wirusa może być natura, tak jak Ebola albo bioterroryzm. Są rzeczy, które mogą dosłownie pogorszyć sprawę tysiąckrotnie.

Popatrzmy na model wirusa rozprzestrzeniającego się przez powietrze, jak hiszpańska grypa z 1918 roku. Tak by to wyglądało. Rozprzestrzeniłaby się na cały świat bardzo, bardzo szybko. Możecie zobaczyć, ponad 30 milionów ludzi zmarło podczas tej epidemii. To jest poważny problem. Powinniśmy być zaniepokojeni.

Ale możemy zbudować bardzo dobry system przeciwdziałania. Mamy korzyści wynikające z nauki i technologii. Mamy telefony komórkowe, by przesyłać informacje w obu kierunkach. Mamy mapy satelitarne, możemy widzieć gdzie ludzie się znajdują i dokąd jadą. Czynimy postępy w biologii, dzięki którym możemy znacznie przyspieszyć pozyskanie patogenu oraz wytworzenie leków i szczepionek. Mamy więc narzędzia, jednak muszą one trafić do ogólnoświatowego systemu zdrowia. Potrzebujemy przygotowań.

Moim zdaniem, najlepszą lekcją jak się przygotować jest to, jak przygotowujemy się na wojnę. Mamy pełnoetatowych żołnierzy czekających na rozkaz. Mamy rezerwy, które mogą wzmocnić liczebność armii. NATO ma mobilne jednostki, które może rozmieścić natychmiast. NATO robi mnóstwo gier wojennych, by sprawdzić wyszkolenie armii. Czy żołnierze rozumieją zagadnienia paliwa, logistyki i jednakowych częstotliwości radiowych. Są więc absolutnie gotowi. To są rzeczy, z którymi zmierzymy się podczas epidemii.

Co jest kluczowe? Po pierwsze, potrzebujemy silnej opieki zdrowotnej w biednych krajach. Żeby matki mogły bezpiecznie rodzić, a dzieci dostały szczepionki. Wtedy bardzo wcześnie wykryjemy wybuch epidemii. Potrzebujemy sił wsparcia medycznego: dużo wyszkolonych ludzi, którzy są gotowi ruszyć i postawić ekspertyzę. Później musimy powiązać tych ludzi z armią, wykorzystując przewagę armii w przemieszczaniu, logistyce i zabezpieczaniu terenów. Musimy przeprowadzać symulacje, gry epidemiczne, nie gry wojenne, abyśmy wiedzieli gdzie mamy braki. Ostatnio epidemiczną grę przeprowadzono w USA w 2001 roku i nie poszła dobrze. Jak dotąd wynik jest epidemia 1, ludzie 0. Ostatecznie, potrzebujemy zaawansowanych badań nad szczepionkami i diagnostyką. Jest kilka dużych przełomów, na przykład wirusy AAV, które potrafią działać bardzo, bardzo szybko.

Nie znam dokładnych kosztów, ale jestem przekonany, że będą one niskie w porównaniu z potencjalnymi szkodami. Bank Światowy ocenia, że ogólnoświatowa epidemia grypy obniży dobrobyt ludzkości o ponad trzy biliony dolarów oraz zbierze miliony ofiar śmiertelnych. Te inwestycje oferują znaczne korzyści poza gotowością na epidemię. Opieka zdrowotna, prace badawczo-rozwojowe. Te rzeczy zredukują nierówności w ochronie zdrowia i uczynią świat sprawiedliwszym oraz bezpieczniejszym.

Myślę, że to zdecydowanie powinno być priorytetem. Nie ma potrzeby panikować. Nie musimy zbierać puszek spaghetti czy bunkrować się w piwnicy. Ale musimy działać, bo czas nie jest po naszej stronie.

Jeśli istnieje pozytywna strona epidemii Eboli, to jest nią ostrzeżenie, pobudka, byśmy zaczęli się przygotowywać. Jeśli zaczniemy teraz, możemy być gotowi na następną epidemię.

Dziękuję.

(Brawa)