Marwa Al-Sabouni
939,148 views • 10:25

[Wykład nagrany przez Internet w maju 2016 roku] [z Homs, miasta zniszczonego 6-letnią wojną w Syrii.] Cześć. Nazywam się Marwa. Jestem architektem. Urodziłam się i wychowałam w Homs, mieście w środkowo-zachodniej Syrii. Mieszkam tu od urodzenia. Homs jest obecnie zrujnowane 6-letnią wojną. Ja i moja rodzina mieliśmy szczęście: nasz dom przetrwał. Jednak przez 2 lata byliśmy w nim praktycznie uwięzieni. Na ulicach trwały walki, demonstracje, zamachy. Prowadziłam z mężem studio architektoniczne na rynku starego miasta. Obecnie jest zdewastowane, tak jak całe stare miasto. Po niektórych dzielnicach miasta zostały tylko gruzy. Od czasu zawieszenia broni pod koniec 2015 roku duża część Homs jest raczej spokojna. Gospodarka się załamała, ludzie nadal walczą. Sprzedawcy, którzy mieli stoiska na rynku starego miasta, obecnie handlują w namiotach na ulicach. Pod naszym mieszkaniem jest stolarz, cukiernia, rzeźnik, drukarnia, warsztaty i wiele innych. Zaczęłam uczyć na pół etatu, a razem z mężem, który pracuje dorywczo, otworzyliśmy małą księgarnię. Inni ludzie też pracują, żeby jakoś żyć. Patrząc na moje zrujnowane miasto, myślę rzecz jasna: Co doprowadziło do tej bezsensownej wojny? Syria była państwem tolerancyjnym, przyzwyczajeni byliśmy do różnorodności wierzeń, pochodzenia, zwyczajów, towarów, jedzenia. Jak mój kraj, kraj różnych społeczności żyjących w harmonii, bez problemów dyskutujących o tym, co je różni, dopuścił do wojny domowej, przemocy, wysiedleń i nieznanej wcześniej sekciarskiej nienawiści? Wiele czynników doprowadziło do wojny: społecznych, politycznych i gospodarczych. Wszystkie miały na to wpływ. Ale sądzę, że ludzie zapominają o jednej rzeczy, na którą należy zwrócić uwagę, bo to od niej będzie zależało to, czy zdołamy uniknąć tego w przyszłości. Chodzi o architekturę. Architektura odegrała ważną rolę w tworzeniu, prowokowaniu i wzmacnianiu konfliktu między stronami. Podejrzewam, że tak samo jest w innych krajach. Istnieje zależność między architekturą i charakterem mieszkańców. To ona decyduje, czy społeczność się rozpadnie, czy połączy. Syryjczycy żyli długo w harmonii mimo różnic tradycji i pochodzenia. Ludzie doświadczyli wolnego handlu i stabilnych społeczności. Świetnie znali uczucie przynależności, co odzwierciedlali budowlami, budując kościoły naprzeciwko meczetów, pośród bazarów i innych miejsc, gdzie podział przestrzeni opierał się na zasadzie współpracy i harmonii. Tę różnorodność wciąż widać w ruinach miasta. To muzułmańskie miasto zbudowano na wielowarstwowej przeszłości, jednocząc ją i oddając jej ducha. Tak samo działały społeczności. Ludzie żyli i pracowali razem w miejscach, w których czuli się akceptowani, gdzie czuli się jak u siebie. Łączyło ich poczucie wspólnoty. Jednak w ostatnim stuleciu równowaga został zaburzona. Najpierw, w czasach kolonialnych, francuscy urbaniści zmieniali wszystko, co nie pasowało do nowoczesnego syryjskiego krajobrazu. Rozbudowywali ulice i przenosili pomniki. Nazwali to rozwojem, ale to był początek końca. Tradycyjna urbanistyka i architektura miast podkreślała przynależność przez przeplatanie kultur, a nie podziały. Z czasem tradycja straciła wartość, a zapragnięto nowoczesności. Harmonia społeczności i architektury została zniszczona przez nowoczesność: wielkie, betonowe klocki, zaniedbanie, brak estetyki, prowokująca podziały urbanistyka. To samo działo się w społecznościach. Wraz ze zmianą otoczenia zmieniło się życie i poczucie przynależności. Zamiast łączyć, architektura zaczęła dzielić ludzi. Różne społeczności straciły kontakt z czynnikami, które wcześniej je jednoczyły i z duchem miejsca, symbolizującym ich wspólne życie. Oczywiście, wiele czynników wywołało wojnę w Syrii, ale trzeba docenić sposób, w jaki podziały miast i nieludzka architektura, powodując stratę tożsamości i poczucia wartości, wywołały rozłam społeczności i nienawiść. Po pewnym czasie, zjednoczone centrum podzieliło się na getta. Jednocześnie ludzie podzielili się na wyalienowane grupy: nie działające razem, nie czujące się mieszkańcami. Moim zdaniem, utrata poczucia przynależności i wspólnoty pomogła zniszczyć naród. Najlepszym przykładem są biedne, prowizoryczne strefy mieszkaniowe, gdzie przed wojną żyło 40% ludności. Tak, przed wojną prawie połowa Syryjczyków żyła w slumsach, na przedmieściach, bez infrastruktury, w rzędach prymitywnych bloków. Mieszkańcy podzieleni według religii, klasy, pochodzenia lub wszystkich tych czynników. Gettoizacja okazała się czynnikiem, który wywołał wojnę. Łatwiej jest walczyć w podzielonym terenie, bo tam mieszkają "inni". Czynniki, które wcześniej jednoczyły, społeczne – znajomości z sąsiadami, ekonomiczne – handel na rynku, czy religijne – tolerancja, znikły w nieprzemyślanym narzucaniu "nowoczesności". Pozwolę sobie na dygresję. Gdy czytam o wielokulturowej urbanistyce w innych częściach świata, jak w dzielnicach etnicznych w brytyjskich miastach, czy w Paryżu, Brukseli, widzę analogię do tego, co wydarzyło się w Syrii. Doszczętnie zrujnowaliśmy miasta: Homs, Aleppo, Dara i wiele innych. Połowa ludności Syrii jest na uchodźstwie. Miejmy nadzieję, że wojna dobiegnie końca, jako architekt zapytam wtedy: Jak odbudujemy Syrię? Jakich zasad musimy się trzymać, żeby nie popełnić tych samych błędów? Moim zdaniem, trzeba się skupić na tworzeniu miejsc, gdzie ludzie będą się czuli "u siebie". Architektura i planowanie muszą uwzględnić niektóre tradycyjne wartości, które temu służą. Tworzą atmosferę współpracy i pokoju, piękna bez przepychu. A wręcz: dostępności, otwartości, wartości, jak hojność czy tolerancja. Architekturę dla wszystkich, nie tylko dla elit. Jak to było w ciasnych uliczkach dawnego muzułmańskiego miasta: mieszanka stylów, dająca poczucie wspólnoty. Dzielnica Baba Amr w Homs została całkowicie zniszczona. Dwa lata temu złożyłam projekt jej odbudowy do programu ONZ do spraw Osiedli Ludzkich. Chciałam zbudować teren miejski zainspirowany drzewem, rosnący i naturalnie rozwijany; naśladujący tradycyjne mostki nad uliczkami, integrujący mieszkania, patia, sklepy, pracownie, parkingi, place zabaw, parki i drzewa. Oczywiście mój projekt nie jest perfekcyjny. Powstał podczas jednej z kilkugodzinnych dostaw prądu. Jest wiele sposobów podkreślenia własności i przynależności do miejsca przez architekturę. Porównajmy to z wolnostojącymi blokami, w oficjalnym projekcie odbudowania dzielnicy. Architektura nie wpływa na wszystkie aspekty życia ludzi, ale ma moc oddziaływania na mieszkańców. W ten sposób osiedlenie, tożsamość i integracja społeczna tworzą i są tworzone przez odpowiedzialną urbanistykę. Logiczna urbanistyka dawnych miast muzułmańskich i wielu starych miast europejskich buduje wspólnotę, a rzędy szarych bloków, nawet luksusowych, tworzą podziały i separację. Nawet proste rzeczy, jak cień, drzewa owocowe czy pitna woda, zmieniają nastawienie ludzi do miejsca. Czy miejsce wyda się hojne, "dające", i warto o nie dbać i je ulepszać, czy wyda im się obce. Przyjazne miasto to przyjazna architektura. Nasze otoczenie jest ważne. Nasze dusze odzwierciadlają nasze miasta. Czy mowa o betonowych slumsach, zniszczonych mieszkaniach socjalnych, zdewastowanych starych miastach, czy lasach wieżowców, archetypy architektoniczne, które rozprzestrzeniły się na Bliskim Wschodzie spowodowały podziały naszych społeczności. Powinniśmy wyciągnąć z tego lekcję. Możemy nauczyć się budować inaczej, jak tworzyć architekturę, która wpływa nie tylko na praktyczne i ekonomiczne aspekty życia, ale odpowiada też potrzebom społecznym, duchowym i psychologicznym Przed wojną nie zastanawiano się nad tym. Musimy budować miasta, które będą w harmonii ze swoimi mieszkańcami. Jeśli się nam uda, ludzie nie będą szukać konfliktów z ludźmi o innej tożsamości, ponieważ wszyscy będą "u siebie". Dziękuję za wysłuchanie.