Jonathan Haidt
1,226,813 views • 18:16

Mam do was pytanie: Czy jesteście religijni? Niech podniosą rękę ci, którzy uważają się za religijnych. Powiedziałbym, że jakieś trzy, cztery procent. Nie przypuszczałem, że na konferencji TED będzie tylu wierzących. (śmiech) Kolejne pytanie: Czy uważacie się za uduchowionych, w jakimkolwiek znaczeniu? Mamy większość.

Moje wystąpienie dotyczy jednego z głównych powodów, dla którego większość ludzi uważa się w jakiejś mierze za uduchowionych. Opowiem dziś o autotranscendencji. Podstawową zasadą człowieczeństwa jest to, że czasem jaźń się rozmywa. Gdy tak się dzieje, odczuwamy ekstazę, sięgamy po metafory odnoszące się do pojęć "góra" i "dół", aby wytłumaczyć sobie te uczucia. Mówimy o uniesieniu, czy o uwzniośleniu.

Trudno wyobrazić sobie coś tak abstrakcyjnego bez użycia dobrej przenośni. Oto moja propozycja. Wyobraźcie sobie umysł jako dom z wieloma pokojami, z których większość dobrze znamy. Czasem jednak niespodziewanie pojawia się przejście, za którym znajdują się schody. Wchodzimy po schodach i doświadczamy stanu zmienionej świadomości.

W roku 1902 wielki amerykański psycholog William James pisał o różnych odmianach doświadczenia religijnego. Zebrał szereg studiów przypadku. Cytował słowa rozmaitych ludzi, którzy doświadczali tych przeżyć. Jednym z najbardziej ekscytujących jest przypadek Stephena Bradleya, który twierdził, że w roku 1820 spotkał Jezusa. Oto co powiedział o tym Bradley.

(muzyka)

Wydawało mi się przez sekundę, że w pokoju widzę zbawiciela w ludzkiej postaci, z rozpostartymi ramionami, mówiącego do mnie "Chodź". Następnego dnia drżałem z uradowania. Moje szczęście było tak wielkie, że chciałem umrzeć. Nie miałem już miłości dla doczesnego świata. Przed tym, co się stało byłem samolubny i zadufany w sobie. Teraz zapragnąłem szczęścia dla wszystkich ludzi i mogłem z miłością w sercu przebaczyć moim najgorszym wrogom.

Zauważcie, jak licha osobowość Bradleya umiera, Zauważcie, jak licha osobowość Bradleya umiera, gdy ten wspina się po schodach. Bycie na wyższym poziomie napełnia go miłością i przebaczeniem. Wiele religii świata znalazło tak wiele sposobów, by pomóc ludziom pokonać te schody. W niektórych jaźń wyłącza się dzięki medytacji. Inni używają psychodelików. Oto XVI-wieczny aztecki zwój, przedstawiający człowieka jedzącego grzyby z psylocybiną, którego w tym samym czasie bóg zaciąga ku schodom. Inne sposoby na osiągnięcie transcendencji to taniec, wirowanie, zataczanie kręgów. Nie potrzebujemy jednak religii, aby wejść na schody. Wielu znajduje autotranscendencję na łonie natury. Inni osiągają ją na imprezach rave.

Jednak najdziwniejszą sytuacją, w której możemy jej doświadczyć, jest wojna. Jednak najdziwniejszą sytuacją, w której możemy jej doświadczyć, jest wojna. Wiele książek mówi o niej to samo: nic tak nie zbliża ludzi do siebie jak wojna To zbliżenie otwiera możliwość przeżycia niezwykłej autotranscendencji. Zaprezentuję wam fragment książki Glenna Graya. Walczył on w armii amerykańskiej podczas II wojny światowej. Po wojnie przeprowadził wywiady z wieloma żołnierzami i opisał ich przeżycia z pola walki. Oto kluczowy fragment, w którym opisuje doświadczenie schodów.

Wielu weteranów może potwierdzić, że wspólne przeżycia z pola bitwy były punktem zwrotnym w ich życiu. "Ja" bezwolnie zamienia się w "my", "nasze" zastępuje "moje", a osobiste przekonania tracą na znaczeniu. Myślę, że w takich momentach przekonanie o własnej nieśmiertelności czyni względnie łatwym poświęcenie samego siebie. czyni względnie łatwym poświęcenie samego siebie. Mogę upaść, ale nie umrę, bo to, co jest prawdziwe we mnie będzie trwać w moich towarzyszach, za których oddałem życie.

Wspólnym mianownikiem dla opisanych przypadków jest to, że jaźń rozrzedza się i rozmywa, a uczucie to jest tak dobre, jak nic, czego możemy doświadczyć na co dzień. Jest to uczucie uwznioślenia. Koncepcja wznoszenia się była kluczowym elementem prac francuskiego socjologa Emile'a Durkheima. Określił on ludzi mianem homo duplex, człowiek dwoisty, dwupoziomowy. Niższy poziom to sfera profanum. Profanum znajduje się w opozycji do sacrum. Oznacza coś zwykłego, pospolitego. W zwykłym życiu jesteśmy indywidualistami. Chcemy zaspokoić nasze indywidualne pragnienia. Realizujemy indywidualne cele. Jednak czasem zdarza się coś, co wywołuje zmianę. Jednostki łączą się w zespół, ruch, czy naród, które są czymś więcej, niż sumą ich części.

Durkheim nazwał ten poziom sferą sacrum, bo uważał, że funkcją religii jest scalanie ludzi w grupy, w moralnie spójne społeczności. Durkheim uważał, że wszystko co nas jednoczy, leży w sferze sacrum. Jeśli ludzie skupiają się na wartościach z tej sfery, będą wspólnie działać, by ich bronić. Durkheim pisał o silnych zbiorowych emocjach, urzeczywistniających maksymę "E pluribus unum", oznaczającej "z wielości jedność". Pomyślmy o zbiorowej radości w Wielkiej Brytanii w dniu zakończenia II wojny światowej lub o społecznym gniewie na Placu Tahrir, który pomógł obalić dyktatora. Przypomnimy sobie jednoczący ludzi w Stanach Zjednoczonych żal, Przypomnimy sobie jednoczący ludzi w Stanach Zjednoczonych żal, jaki czuliśmy po 11 września. jaki czuliśmy po 11 września.

Podsumujmy to, co zostało dotychczas powiedziane. Twierdzę, że możliwość autotranscendencji to podstawowy wyznacznik człowieczeństwa. Zaproponowałem metaforę schodów w umyśle. Mówiłem, że bycie homo duplex i schody prowadzą nas ze sfery profanum na poziom sacrum. Kiedy wchodzimy po schodach, własny interes traci na znaczeniu, a my mniej skupiamy się na sobie, czujemy się lepsi, szlachetniejsi, w pewien sposób uwzniośleni.

Oto pytanie za milion dolarów, które zadają sobie socjolodzy tacy jak ja: Czy schody to następstwo ewolucji? Czy schody to następstwo ewolucji? Czy jest to wytwór doboru naturalnego, jak nasze dłonie? A może jest to błąd w systemie, a religijność to coś, co pojawia się, kiedy połączenia sensoryczne się przetną, czy też przy udarze mózgu. Czy jest to po prostu błąd?

Wielu naukowców badających religię wyznaje taki pogląd. Dla przykładu Nowi Ateiści twierdzą, że religia jest zbiorem pasożytniczych memów, że religia jest zbiorem pasożytniczych memów, które opanowują nasze umysły i zmuszają do szalonych i destrukcyjnych działań, jak u zamachowców-samobójców. Tak w ogóle, czy samozatracenie może być dla nas dobre? czy samozatracenie może być dla nas dobre? Jak cechą przystosowawczą jakiegokolwiek ogranizmu może stać się niedbanie o własne korzyści? Pokażę wam jak.

W dziele "O pochodzeniu człowieka" Karol Darwin pisał dużo o ewolucji moralności: skąd się wzięła, dlaczego ją mamy. Darwin zauważył, że z wielu cnót mamy niewielki osobisty pożytek, ale są one bardzo ważne dla grup. Nakreślił scenariusz, w którym dwa plemiona wczesnych ludzi wchodzą w kontakt i rywalizują. Napisał, "Jeśli w jednym z plemion jest wielu odważnych, współczujących i oddanych członków, zawsze gotowych pomagać sobie i ochraniać się, wtedy to plemię poradzi sobie lepiej i pokona przeciwnika". Dalej pisał, że "Samolubni i kłótliwi nie będą zgodni, a bez zgodności nic się nie osiągnie". Innymi słowy, Karol Darwin wierzył w dobór grupowy.

Teoria ta przez ostatnie 40 lat budziła kontrowersje, ale w tym roku szykuje się jej wielki powrót, głównie za sprawą książki E.O. Wilsona, która ma ukazać się w kwietniu. Stawia on mocną tezę, że ludzie i inne gatunki są produktami doboru grupowego. Stawia on mocną tezę, że ludzie i inne gatunki są produktami doboru grupowego. Jednak tak naprawdę należałoby uznać to za selekcję na wielu poziomach.

Spójrzmy na to w ten sposób. Rywalizacja odbywa się w ramach grup i pomiędzy nimi. Widzimy tu reprezentującą college osadę wioślarzy. W ramach tego zespołu ma miejsce rywalizacja. Jego członkowie współzawodniczą. Najwolniejsi i najsłabsi wypadną z zespołu. Tylko kilku z nich zaistnieje w sporcie. Być może jeden z nich pojedzie na olimpiadę. Wewnątrz osady interesy jej członków są sprzeczne. Czasem dla jednego z nich korzystne byłoby sabotowanie starań kolegów. Może pójść do trenera i obmówić głównego rywala. Może pójść do trenera i obmówić głównego rywala. Jednak kiedy rywalizacja ma miejsce w ramach zespołu przekłada się na rywalizację z innymi osadami. Gdy dochodzi do rywalizacji z innymi załogami, znajdujący się na jednej łodzi nie mają wyjścia i muszą współpracować. Wygrają tylko, jeśli będą działać zespołowo. Brzmi to banalnie, ale tkwi głęboko w teorii ewolucji.

Głównym argumentem przeciwko doborowi grupowemu była zawsze opinia, Głównym argumentem przeciwko doborowi grupowemu była zawsze opinia, że, owszem, miło gdy mamy grupę kooperantów, ale gdy tylko tacy się pojawią, zostają szybko zdominowani przez wolnych strzelców, jednostki, które wykorzystują ciężką pracę innych. Zilistruję wam to. Przypuśćmy, że mamy grupę małych organizmów - mogą być to bakterie, chomiki, to nie istotne. Grupa ta ewoluowała w kierunku współpracy. Wspaniale. Razem się żywią i ochraniają, razem pracują, powiększają zasoby. Jak zobaczycie w symulacji, gdy wchodzą w interakcje, zyskują, rosną, a kiedy podwoją liczebność, dzielą się. Reprodukują się, a populacja wzrasta.

Ale przypuśćmy, że gen jednego z nich mutuje i osobnik ten Ale przypuśćmy, że gen jednego z nich mutuje i osobnik ten obiera samolubną strategię. Wykorzystuje innych. Kiedy zielony wchodzi w interakcję z niebieskim, zielony powiększa się, a niebieski maleje. Tak to właśnie działa. Zaczynamy z jednym zielonym, który za sprawą interakcji zyskuje zasoby, punkty, pożywienie. W skrócie, kooperanci zostają wyeliminowani. Wolni strzelcy przejmują władzę. Jeśli grupa nie umie rozwiązać tego problemu, nie skorzysta z dobrodziejstw współpracy, nie rozpocznie się dobór grupowy.

Istnieją jednak rozwiązania tego problemu. Nie są one znów tak trudne. Tak naprawdę natura wpadła na nie wiele razy. Jej ulubionym wyjściem jest umieszczenie wszystkich w jednej łodzi. Przykładowo, dlaczego mitochondria w każdej komórce Przykładowo, dlaczego mitochondria w każdej komórce mają swoje własne DNA, zupełnie odmienne od tego z jądra komórkowego? Dlatego, że mitochondria były osobno żyjącymi bakteriami, które połączyły się i stworzyły superorganizm. Być może jedna z nich połknęła drugą, nie wiemy dokładnie, ale gdy wytworzyły wokół siebie błonę, która otaczała je obydwie, podział pracy generujący zasoby i korzyści wynikające z kooperacji, pozostawały w obrębie membrany, co wytworzyło superorganizm.

Powtórzmy symulację. Jeden z tych superorganizmów umieśćmy wśród wolnych strzelców, dezerterów i oszustów, zobaczymy co się stanie. Superorganizm bierze, co chce. Jest na tyle potężny i skuteczny, że przejmuje zasoby od zielonych, dezerterów i oszustów. Dość szybko całą populację opanowują te nowe superorganizmy. Pokazałem wam coś, co świadczy o poważnej zmianie w odbiorze historii ewolucji. Prawa Darwina się nie zmieniły, ale na scenę wkroczył nowy aktor i pewne rzeczy wyglądają inaczej.

Ta zmiana to nie jednorazowy wybryk natury z udziałem jakiejś bakterii. Zdarzyło się to ponownie, jakieś 120-140 milionów lat temu, gdy pojedyncze osy zaczęły tworzyć prymitywne ule. zaczęły tworzyć prymitywne ule. Kiedy kilka z nich znalazło się w jednym gnieździe, współpraca była jedynym wyjściem, bo wkrótce czekała je rywalizacja z innymi ulami. Najbardziej spójne wygrały, zgodnie z teorią Darwina.

Te wczesne osy były przodkami pszczół i mrówek, które opanowały cały świat i przekształciły biosferę. Jeszcze bardziej spektakularna zmiana nastąpiła Jeszcze bardziej spektakularna zmiana nastąpiła w ciągu ostatnich pół miliona lat, kiedy nasi przodkowie stworzyli kulturę. Zbierali się razem przy ognisku, dzielili się pracą, Zbierali się razem przy ognisku, dzielili się pracą, malowali ciała, rozmawiali we własnych dialektach, wreszcie zaczęli czcić swoich bogów. Kiedy już stworzyli wspólnotę plemienną, mogli czerpać korzyści ze współpracy wewnątrz niej. Uruchomili przez to najpotężniejszą siłę, jaka istnieje na tej planecie: kooperację, czyli siłę zdolną do tworzenia, ale także do niszczenia.

Oczywiście grupy ludzkie nie są tak spójne jak pszczoły w ulu. Mogą momentami przypominać ule, ale nie są tak stabilne. Nie umiemy współpracować jak pszczoły i mrówki. Jak działo się to podczas Arabskiej Wiosny, Jak działo się to podczas Arabskiej Wiosny, przyczyną takich podziałów często jest religia. Mimo to, kiedy ludzie są razem i wspólnie działają, mogą poruszyć góry.

Spójrzcie na ludzi na prezentowanych zdjęciach. Czy uważacie, że dbają o własne korzyści? Czy może troszczą się o wspólny interes, co wymaga wyjścia poza własne "ja" i stania się częścią całości?

To było moje wystąpienie w standardowym stylu TED. Opowiem o tym wszystkim raz jeszcze w ciągu trzech minut, streszczając najważniejsze wątki.

(muzyka)

Ludzie doświadczają wielu odmian uczuć religijnych, jak wyjaśnił William James. Jednym z najczęstszych jest wspinaczka po schodach i utrata poczucia własnego "ja". Schody prowadzą nas z poziomu zwykłego życia w sferze profanum do góry, do wymiaru sacrum, gdzie sfery te w pełni się łączą. 'Jesteśmy homo duplex, jak mówił Durkheim. Człowiek dwoisty jest wytworem wielopoziomowej selekcji, Człowiek dwoisty jest wytworem wielopoziomowej selekcji, jak tłumaczył Darwin. Nie można mieć pewności, czy schody to adaptacja, czy błąd. Nie można mieć pewności, czy schody to adaptacja, czy błąd. Jeśli to adaptacja, to jej implikacje są doniosłe. Jeśli to adaptacja, to znaczy że religijność jest wytworem ewolucji. Jeśli to adaptacja, to znaczy że religijność jest wytworem ewolucji.

Nie chodzi o to, że ewoluowaliśmy, by tworzyć potężne systemy wierzeń. Dzieje się tak od dość niedawna. Ewoluowaliśmy, by dostrzegać świętości wokół nas, Ewoluowaliśmy, by dostrzegać świętości wokół nas, żeby zespolić się z innymi i poruszać wśród świętych obiektów, ludzi oraz idei. Polityka ma charakter plemienny. Polityka po części dotyczy profanum, własnego interesu, ale odnosi się również do świętości. Polega na łączeniu się z innymi i walki o moralne ideały. Chodzi w niej o odwieczną walkę między dobrem i złem, wszyscy wierzymy, że gramy we właściwym zespole.

Co najważniejsze, jeśli schody są prawdziwe, wyjaśnia to podskórne uczucie braku satysfakcji w naszym życiu. Dzieje się tak, bo ludzie są do pewnego stopnia podobni do pszczół w ulu. Wylecieliśmy z ula w czasach oświecenia. Obaliliśmy stare instytucje, daliśmy wolność uciskanym. Nasza kreatywność zmieniła Ziemię, stworzyliśmy wielkie bogactwa i wygody.

Dziś latamy niczym pszczoły, ciesząc się wolnością. Dziś latamy niczym pszczoły, ciesząc się wolnością. Jednak czasem zastanawiamy się: Czy to wystarczy? Co mam zrobić z moim życiem? Co tu nie gra? Nie gra, to że jesteśmy homo duplex, a nowoczesny świat i społeczeństwo zaspokaja niższe potrzeby naszego "ja". Życie według tych potrzeb jest komfortowe. Przyjdź i zobacz moje kino domowe.

Jednym z wyzwań współczesności jest odnalezienie schodów pośród chaosu oraz uczynienie czegoś szlachetnego, kiedy dotrzemy na ich szczyt. Takie pragnienie dostrzegam wśród moich studentów. Chcą znaleźć swoje powołanie, coś czemu się poświęcą. Wszyscy z nich szukają schodów. Daje mi to nadzieję, bo ludzie się są z gruntu samolubni.

Większość próbuje się stać częścią czegoś ważniejszego. Wyjaśnia to niezwykłą siłę prostej metafory, która powstała prawie 400 lat temu. "Żaden człowiek nie jest samotną wyspą. Każdy człowiek to kawałek kontynentu, cząstka całości".

Dziękuję.

(brawa)