Dan Gilbert
16,473,229 views • 21:16

Kiedy masz 21 minut na prelekcję, dwa miliony lat wyglądają na szmat czasu. Z punktu widzenia ewolucji, 2 miliony lat to drobiazg, a jednak przez 2 miliony lat ludzki mózg prawie potroił swoją masę, od 500 g mózgu naszego przodka, Habilis, do prawie 1,5 kg sztuki mięsa, którą każdy ma między uszami. Co takiego jest w dużym mózgu, że natura tak hojnie nas nim obdarzyła?

Okazuje się, gdy mózg rośnie trzykrotnie, nie tylko staje się trzy razy większy, ale też zyskuje nowe struktury. Mózg urósł głównie dlatego, że dostał nową część, tak zwany płat czołowy, a zwłaszcza część zwaną korą przedczołową. Jaka korzyść z kory przedczołowej usprawiedliwia kapitalny remont czaszki, w ewolucyjnym mgnieniu oka?

Okazuje się, że kora przedczołowa odpowiada za wiele rzeczy, a jedną z najważniejszych jest symulacja doznań. Piloci trenują w symulatorze lotu, żeby nie mylić się w samolocie. Fenomen adaptacji istot ludzkich polega na umiejętności doświadczania rzeczy w wyobraźni, zanim wypróbuje się je w prawdziwym życiu. Tej sztuczki nie potrafił żaden z naszych przodków, ani żadne zwierzę dzisiaj. To niesamowite przystosowanie. Obok przeciwstawnych kciuków, postawy wyprostowanej i mowy to jeden z powodów, dla których nasz gatunek zszedł z drzew i znalazł się w centrach handlowych.

(Śmiech) Każdy z was to robi. Nie ma lodów o smaku wątróbkowo-cebulowym, nie dlatego, że zostały wypróbowane i odrzucone, lecz dlatego, że nie opuszczając fotela, umiesz zasymulować ten smak i z góry powiedzieć "ohyda".

Zobaczmy jak działają symulatory doświadczenia. Przeprowadzimy krótki test, zanim pójdę dalej. Rozważcie dwie różne wizje przyszłości. Spróbujcie je zasymulować i powiedzcie, którą wolicie. Jedna to wygrana na loterii. Chodzi o 314 milionów dolarów. Druga to całkowite porażenie. (Śmiech) Pomyślcie przez chwilę. Pewnie nie czujecie potrzeby, żeby zbyt długo myśleć.

Co ciekawe, mamy dane na temat tych dwóch grup ludzi, na temat tego, jak są szczęśliwi. Tego się właśnie spodziewaliście, co? Ale to nie są dane. Zmyśliłem je!

Oto prawdziwe dane. Zawaliliście test po pięciu minutach lekcji. Okazuje się bowiem, że w rok po utracie kontroli nad nogami i w rok po wygranej w na loterii zarówno zwycięzcy jak i paralitycy są tak samo zadowoleni z życia.

Nie przejmujcie się wynikiem testu, bo wszyscy wciąż oblewają takie testy. Badania prowadzone przez moje laboratorium oraz ekonomistów i psychologów w całym kraju, wykazały coś alarmującego. Nazywamy to tendencyjnością wpływu, czyli tendencją symulatora do wadliwego działania. Symulator przekonuje nas, że różnica między wynikami jest większa niż w rzeczywistości.

Z badań w terenie i w laboratorium widać, że wygrana lub przegrana w wyborach, pozyskanie albo strata partnera, otrzymanie lub utrata awansu, zdanie lub oblanie egzaminu mają znacznie mniejszy wpływ, są mniej intensywne i długotrwałe, niż się oczekuje. Jak wynika z ostatnich badań, co mnie powaliło, wielkie traumy życiowe, od których minęło ponad trzy miesiące, z paroma wyjątkami, nie mają żadnego wpływu na samopoczucie.

Dlaczego? Ponieważ szczęście można syntetyzować. Sir Thomas Brown napisał w 1642 roku: "Jestem najszczęśliwszym z żyjących. Umiem zmienić biedę w bogactwo, przeciwności losu w powodzenie. Jestem odporniejszy niż Achilles; los nie może mnie tknąć". Jaką niesamowitą maszynerię ma w głowie ten facet?

Otóż tę samą, jaką posiada każdy z nas. Istoty ludzkie mają coś, co można nazwać psychologicznym układem odpornościowym. System procesów poznawczych, w większości nieświadomych, które pomagają widzieć świat tak, że poprawiają samopoczucie w bieżącej sytuacji. Jak sir Thomas, ty także masz tę maszynę. Ale w odróżnieniu od niego, chyba o tym nie wiesz.

Syntetyzujemy szczęście, choć myślimy, że szczęście trzeba znaleźć. Nie trzeba chyba dawać wam zbyt wielu przykładów ludzi, którzy wytwarzają szczęście. Pokażę kilka dowodów eksperymentalnych, łatwo je też znaleźć samemu.

Poszukałem w New York Times przykładów ludzi syntetyzujących szczęście. Oto trzej goście syntetyzujący szczęście. "Czuję się znacznie lepiej fizycznie, finansowo, emocjonalnie, umysłowo", "Nie żałuję ani minuty. to było cudowne przeżycie", "To był najlepszy obrót spraw".

Kto jest tak cholernie szczęśliwy? Pierwszy z nich to Jim Wright. Był przewodniczącym Izby Reprezentantów i zrezygnował w niesławie, kiedy młody Republikanin, Newt Gingrich, odkrył jego przekręt finansowy. Stracił wszystko. Jeden z najpotężniejszych Demokratów w kraju stracił wszystko. Stracił pieniądze, władzę. I co ma do powiedzenia wiele lat później? "Czuję się znacznie lepiej fizycznie, finansowo, emocjonalnie, umysłowo i pod każdym względem". Jak jeszcze można czuć się lepiej? Warzywnie? Mineralnie? Zwierzęco? Chyba niczego nie pominął.

O drugim pewnie nigdy nie słyszeliście. Moreese Bickham powiedział te słowa, gdy go zwalniano. Miał 78 lat. 37 spędził w więzieniu stanowym w Louisianie za przestępstwo, którego nie popełnił. Został uniewinniony w wieku 78 lat, dzięki dowodom DNA. Co mówi o tym doświadczeniu? "Nie żałuję ani minuty. To było cudowne przeżycie". Cudowne! Ten facet nie mówi: "Było kilku fajnych chłopaków i siłownia". Było "cudownie," zwykle rezerwujemy to słowo dla opisów doświadczeń religijnych.

Harry S. Langerman powiedział tak. Nie udało się wam go poznać, bo w 1949 roku przeczytał artykuł o stoisku z hamburgerami, należącym do dwóch braci McDonald. Uznał, że to doskonały pomysł. Odnalazł ich i usłyszał: "Damy ci franczyzę za 3000 dolców". Harry poprosił brata, bankiera inwestycyjnego, o pożyczenie 3000 dolarów.

Niezapomniane słowa brata brzmiały: "Ty idioto, nikt nie je hamburgerów". Nie dał mu pieniędzy, a sześć miesięcy później Ray Croc wpadł na ten sam pomysł. Okazało się, że ludzie jedzą hamburgery, i przez jakiś czas Ray Croc był najbogatszym Amerykaninem.

Teraz najlepszy ze światów. Niektórzy rozpoznają zdjęcie młodego Pete'a Besta, który był pierwszym perkusistą Beatlesów, póki mu nie uciekli pod byle pozorem i na trasę zabrali Ringo. W 1994 roku udzielał wywiadu. Nadal jest perkusistą, jest muzykiem studyjnym. Miał do powiedzenia tylko: "Jestem o wiele szczęśliwszy, niż gdybym został z Beatlesami".

Możemy nauczyć się od nich czegoś ważnego, a jest to sekret szczęścia. I teraz wreszcie zostanie wyjawiony. 1. Zdobądź bogactwo, władzę i prestiż, a potem wszystko strać. (Śmiech) 2. Siedź w więzieniu, ile się da. (Śmiech) 3. Wzbogać kogoś innego. I wreszcie: za nic nie dołączaj do Beatlesów. Ta, jasne.

Kiedy ludzie syntetyzują szczęście, jak w przypadku tych dżentelmenów, pobłażliwie przewracamy oczami, mówiąc: "Jasne, wcale nie chciałeś tej pracy". "Jasne. Tak naprawdę nie miałeś z nią wiele wspólnego, a odkryłeś to właśnie wtedy, gdy rzuciła w ciebie pierścionkiem zaręczynowym".

Prychamy, bo wiemy, że syntetyczne szczęście nie jest tej samej jakości, co naturalne szczęście. Co oznaczają te terminy? Naturalne szczęście jest wtedy, gdy dostajemy to, czego chcieliśmy, a syntetyczne szczęście tworzymy sami, gdy tego nie dostajemy. W naszym społeczeństwie panuje mocne przekonanie, że syntetyczne szczęście jest w gorszym gatunku. Skąd to przekonanie? To bardzo proste. Czym napędzałaby się ekonomia, gdybyśmy uwierzyli, że nie spełnianie zachcianek uszczęśliwia nas tak samo, co spełnianie?

Z całym szacunkiem dla kolegi Matthieu Ricarda, centrum handlowe pełne mnichów Zen nie będzie przynosić zysków, bo oni niczego za bardzo nie pragną. (Śmiech) Chcę wykazać, że syntetyczne szczęście jest tak samo prawdziwe i trwałe, jak szczęście, którego doświadczamy, osiągając zamierzony cel. Jestem naukowcem, więc nie użyję retoryki, tylko zaleję was danymi.

Zacznę od eksperymentalnego paradygmatu, który demonstruje, jak zwykli ludzie syntetyzują szczęście. Nie ja go wymyśliłem. To 50-letni paradygmat zwany paradygmatem wolnego wyboru. Jest bardzo prosty. Prosisz badanego o uszeregowanie 6 przedmiotów od najbardziej do najmniej lubianego. W tym eksperymencie używamy reprodukcji Moneta. Każdy potrafi uszeregować reprodukcje od ulubionej do najmniej lubianej. Teraz dajemy ci wybór. "Przypadkiem mamy w szafie nadliczbowe reprodukcje. W nagrodę możesz jedną wziąć do domu. Zostały nam tylko numery trzy i cztery". To trochę trudny wybór, bo nie masz zdecydowanej preferencji. Ludzie zwykle wybierają numer trzy, bo podobał im się odrobinę bardziej niż czwórka.

Trochę później, to może być 15 minut albo 15 dni, badani otrzymują te same bodźce mają je ponownie uszeregować. "Jak bardzo podobają ci się teraz?" Co się dzieje? Patrzcie jak syntetyzowane jest szczęście. Ten rezultat powtarzał się wielokrotnie. Oglądacie właśnie syntetyzowanie szczęścia. Jeszcze raz? Szczęście! "Ten, który mi dali, jest znacznie lepszy! Tamten drugi jest do bani!" (Śmiech) Tak wygląda syntetyzowanie szczęścia.

Jak na to odpowiedzieć? "Tak, jasne!" Kolejny eksperyment, mam nadzieję, przekona was, że "Tak! Jasne!" to nie była dobra odpowiedź.

Ten eksperyment przeprowadziliśmy z grupą pacjentów cierpiących na amnezję następczą. Są w szpitalu. Większość z nich ma syndrom Korsakoffa, psychozę wielonerwową. Pili za dużo i nic nowego nie potrafią zapamiętać. Pamiętają dzieciństwo, ale jeśli wejdziesz, przedstawisz się i opuścisz pokój, to jak wrócisz, nie będą mieli pojęcia, kim jesteś.

Zabraliśmy do szpitala nasze reprodukcje Moneta. Poprosiliśmy pacjentów o uszeregowanie ich od ulubionego do najmniej lubianego. Daliśmy im wybór między numerami 3 i 4. Jak każdy, oni też powiedzieli: "Dzięki, doktorze! Obraz mi się na pewno przyda. Wezmę numer trzy". Wyjaśniliśmy, że numer trzy wyślemy pocztą. Zabraliśmy rzeczy i wyszliśmy z pokoju, odczekaliśmy pół godziny. Wracamy do pokoju i znów się witamy. Poczciwi pacjenci mówią: "Och, doktorze, przepraszam, mam problemy z pamięcią, dlatego tu jestem. Jeśli się znamy, to nie pamiętam". "Naprawdę nie pamiętasz? Dopiero co tu byłem z reprodukcjami Moneta". "Przepraszam, doktorze, pojęcia nie mam" "Nie ma sprawy, Jim. Uszereguj to tylko od tego, który podoba ci się najbardziej, do tego, który podoba ci się najmniej".

Po pierwsze upewnijmy się, czy na pewno mają amnezję. Prosimy, żeby powiedzieli, którą reprodukcję już mają, którą wybrali ostatnim razem. Otóż pacjenci z amnezją po prostu zgadują. To badani bez amnezji. Gdybym badał was, pamiętalibyście, którą reprodukcję wybraliście. Ale osoby z amnezją nie mają pojęcia. Nie umieją wybrać swojej reprodukcji.

Osoby z grupy kontrolnej syntetyzują szczęście. Oto ta zmiana oceny zmiana między pierwszym a drugim rankingiem. Badani bez amnezji pokazują tę magię, którą już widzieliście. Teraz w formie grafu: "To, co mam, jest lepsze, niż mi się zdawało, To, czego nie mam, nie jest tak fajne, jak mi się zdawało." Osoby z amnezją robią dokładnie to samo. Pomyślcie tylko.

Bardziej podoba im się to, co mają, chociaż nie wiedzą, że to mają. "Tak, jasne" to nie jest dobra odpowiedź! Ci ludzie, syntetyzując szczęście, naprawdę i szczerze zmienili afektywną, hedonistyczną, estetyczną reakcję na ten plakat. Nie dlatego, że to akurat mają, bo nie wiedzą, że to mają.

Kiedy psychologowie pokazują słupki, pokazują średni wynik wielu osób. A jednak wszyscy mamy psychologiczny system odpornościowy, tę umiejętność syntetyzowania szczęścia, ale niektórzy są w tym lepsi od innych. W pewnych sytuacjach robimy to skuteczniej niż w innych. Okazuje się, że wolność, możliwość podejmowania i zmiany decyzji, sprzyja naturalnemu szczęściu, bo pozwala wybierać, która z wizji przyszłości sprawi ci najwięcej radości. Ale wolność wyboru, podejmowania i zmieniania decyzji jest wrogiem syntetycznego szczęścia i zaraz pokażę dlaczego.

Dilbert już to wie. "Pomoc techniczna Dogberta. W czym mogę zaszkodzić?" "Drukarka wypluwa pustą stronę po każdym dokumencie!" "Czemu narzekasz na darmowy papier?" "Darmowy? Przecież to mój własny papier?" "Spójrz na jakość darmowego papieru w porównaniu z twoim marnym papierem! Tylko dla durnia wyglądają tak samo!" "Faktycznie, teraz widzę, że jest trochę bardziej jedwabisty!" "Co robisz?" "Pomagam im akceptować to, czego nie mogą zmienić". W rzeczy samej.

Psychologiczny układ odpornościowy działa najlepiej, gdy znajdziemy się w sytuacji bez wyjścia. Tym się różnią randki od małżeństwa. Idziesz z kimś na randkę, a on dłubie w nosie. Na drugą już nie pójdziesz. Twój mąż dłubie w nosie? Tak, ale ma złote serce. Zostaw ciasto! Umiesz się pocieszyć. (Śmiech) Teraz pokażę wam, że ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, a ta niewiedza może nam bardzo zaszkodzić.

Ten eksperyment zrobiliśmy na Harvardzie. Zorganizowaliśmy kurs czarno-białej fotografii i uczyliśmy studentów pracy w ciemni. Dostali aparaty i zrobili 12 zdjęć ulubionych wykładowców, pokojów, psów i innych wspomnień z Harvardu. Przynoszą aparaty, robimy stykówkę, wybierają dwa najlepsze zdjęcia i 6 godzin uczą się pracy w ciemni. Robią dwa powiększenia i dostają 2 zachwycające odbitki rzeczy, które coś dla nich znaczą, a my pytamy: "Którego chcesz się pozbyć?". "Mam się któregoś pozbyć?" "Jedno musi zostać jako dokumentacja klasowego projektu. Musisz oddać jedno. Zdecyduj. Jedno dla ciebie, jedno dla mnie".

Są dwa warianty eksperymentu. W jednym mówimy studentom: Jeśli zmienisz zdanie, druga odbitka jest tutaj i przez 4 dni, zanim trafi do centrali... (Śmiech) ...tak, "centrali"... ... chętnie ci ją wymienię. Nawet ci ją przyniosę, daj tylko email. Albo jeszcze się odezwę. Jeśli zmienisz zdanie, da się odkręcić". Druga połowa badanych słyszała coś odwrotnego: "Wybieraj. Za dwie minuty poczta idzie do Anglii. Zdjęcie poleci nad Atlantykiem i nigdy go nie zobaczysz". Połowę studentów w każdym z wariantów pytamy o przypuszczenia na temat tego, jak bardzo spodoba im się zdjęcie, które mogą zatrzymać, i zdjęcie, z którym muszą się pożegnać. Innych po prostu odesłano do pokojów. Przez 3 do 6 dni badaliśmy ich poziom satysfakcji ze zdjęć. Patrzcie na wyniki.

Oto ich przewidywania. Myślą, że wybrane zdjęcie polubią bardziej niż to, którego już nigdy nie zobaczą, ale to nie są statystycznie istotne różnice. To bardzo mały wzrost i właściwie nie ma znaczenia, czy byli w odwracalnej, czy nieodwracalnej sytuacji.

Źle. Złe symulatory. Oto, co się stało naprawdę. Zarówno zaraz przed wymianą jak i pięć dni później osoby skazane na zdjęcie, ci, którzy nie mieli wyboru i nie mogli zmienić zdania, bardzo je lubią! Ci, którzy deliberowali: "Zamienić? Dobry wybór? A może zły? Może oddaję to fajne?" - pozabijali się. Nie lubią swoich zdjęć nawet kiedy nie mają już możliwości wymiany zdjęć, nadal nie lubią tych, które mają. Dlaczego? Bo odwracalna sytuacja nie sprzyja syntetyzowaniu szczęścia.

To już ostatnia część eksperymentu. Zapraszamy nową grupę naiwnych studentów Harvardu na kurs fotograficzny i proponujemy dwa warianty. Albo po zrobieniu dwóch zdjęć masz cztery dni na zmianę zdania albo zgłoś się na kurs, w którym masz dwa zdjęcia, od razu decydujesz i nie zmieniasz zdania. Który kurs wolisz? Aż 66% studentów, dwie trzecie, preferuje kurs, po którym można zmienić zdanie. 66% studentów wybiera kurs, który zapewni im głębokie niezadowolenie ze zdjęć. Nie znają warunków sprzyjających syntetycznemu szczęściu.

Szekspir ujął to oczywiście najlepiej ale użył hyperboli: "Nic nie jest złe ani dobre samo przez się, tylko myśl takim je czyni". To ładna poezja, ale chyba nie całkiem prawdziwa. Czy naprawdę nie ma rzeczy dobrych i złych? Czy operacja pęcherzyka żółciowego i wycieczka do Paryża to naprawdę dokładnie to samo? To brzmi jak test IQ z jednym pytaniem. Nie mogą być równe.

Bardziej napuszoną prozą, ale bliżej prawdy był Adam Smith, ojciec współczesnego kapitalizmu. Warto to przemyśleć. "Istotne źródło zarówno cierpienia jak i problemów ludzkiego życia pochodzi z przecenienia różnicy między jedną i drugą permanentną sytuacją. Niektóre z nich łatwo faworyzować, ale żadne z nich nie zasługują, by dążyć do nich z taką pasją, która skłania nas do łamania zasad rozsądku i sprawiedliwości, lub by korumpować przyszły spokój umysłu czy to przez wstyd na wspomnienie o naszej głupocie, czy przez wyrzuty z powodu zgrozy wobec własnej niesprawiedliwości". Innymi słowy: pewne rzeczy są lepsze niż inne.

Trzeba przedkładać pewne warianty przyszłości nad inne. Ale jeśli te preferencje prowadzą nas zbyt daleko i zbyt szybko, bo przeceniliśmy różnicę między wizjami przyszłości, jesteśmy w niebezpieczeństwie. Kiedy nasza ambicja jest ograniczona, pracujemy z satysfakcją. Nieograniczona ambicja prowadzi do kłamstwa, oszustw, kradzieży i ranienia innych, poświęcania rzeczy, które mają prawdziwą wartość. Kiedy nasze lęki są ograniczone, jesteśmy rozważni, ostrożni, działamy w przemyślany sposób. Kiedy naszego lęku nic nie ogranicza, jesteśmy niebezpieczni i tchórzliwi.

Chcę, żebyście wyciągnęli z tych danych lekcję, że nasze troski i tęsknoty są do pewnego stopnia rozdmuchane, bo sami umiemy wytworzyć to, za czym wciąż gonimy, wybierając doświadczenie.

Dziękuję. (Brawa)